Z perspektywy Kresów I RP

„Rozmowy o polskiej koronie” Heleniusza

Prawobrzeżna Winnica okiem Napoleona Ordy. 1871-1873Po skasowaniu klasztora księży Jezuitów w jego miejscu w Winnicy działała szkoła akademicka, troskliwie i starannie prowadzona.

W czasie króla Poniatowskiego w Winnicy, gdy powracał z Kaniowa, witany był mowami od młodzieży szkolnej. Dominikanie winniccy mieli kościół parafialny przy swym klasztorze, uroczyście najsolenniej obchodzili odpust Św. Anny który był wielkim festem Winnickim. Pierwsza ich fundacja była Czerlinkowska.

Stefan Czerliński czyli Czerlinkowski przeniósł Dominikanów z Czerlinkowa, po jego zupełnym spustoszeniu przez Tatarów, do Winnicy. Fundusz Czerlinkowski oddany został Dominikanom Winnickim w roku 1630; Zakrzewscy nadali im roku 1639 wieś.

Jan Odrzywolski, starosta Winnicki naznaczył im za miastem folwark i ogród, co się zwykle zwie Jurydyką Dominikańską. Prócz tego młyn ze stawem sami Dominikanie kupili u wójta winnickiego. Na to wszystko mieli przywilej królewski, legalny, konstytucją zapewniony na Sejmie i zapisany w woluminach legum.

Gdy Tatarzy rychło po ich fundacji niszczyli kraj cały, przybliżyli się do Winnicy; Dominikanie opuścili kościół i klasztor, został tylko jeden ksiądz najgorliwszy; ten przez hordę był zamordowany. Potem Dominikanie nie wrócili. Kalinowski Marcin posiadając Winnicę, nie zawezwał na nowo Dominikanów. Oskarżają go oni o to w księgach swoich, że nadanie starosty Odrzywolskiego oddał miastu, a na ziemi przez nich nabytej osadził wieś. Roku dopiero 1758 odznaczający się pobożnością, Michał Grocholski, sędzia ziemski Bracławski, regimentarz znaku pancernego, Dominikanów sprowadził, kościół i klasztor im wymurował.

Roku 1789 murem był opasany; w tym kościele król St. August słuchał Mszy Św. Ksiądz Sadok Barącz w historii swojej Dominikanów Polskich, oskarża Marcina Kalinowskiego, że grunta funduszowe Dominikanów Winnickich zabrał, na nich wieś osadził, młyn miastu darował. W Niesieckim czytamy, że to był mąż pobożny, dwa kościoły w Husiatynie, jeden farny, drugi ojcom Bernardynom fundował. Był trzy lata w niewoli, pod Korsuniem wzięty; gonił potém Bohusza, nie mógł mu dać rady, wpędził go do Winnicy. Ten się w klasztorze Winnickim zamknął.

Dominikanów przeto sprowadzić nie mógł, gdy Winnica była w ręku Bohusza, który miał główną w klasztorze rezydencję. Ojciec Marcina, Walenty Aleksander Kalinowski dał początek collegium Jezuickiemu w Kamieńcu. Do Winnicy Jezuitów wprowadził; dał im 30.000 zł. co było znaczną wtedy sumą.

Mikołaj Potocki, hetman Wielki koronny; chociaż mu się przed tym udawało z kozakami, Winnicy zdobyć nie mógł.

Dopiero uwolnioną została Winnica przez Andrzeja Potockiego, który był wojewodą Bracławskim i starostą Winnickim. Wojewodowie Bracławscy nie mieli prawa posiadać starostwa Grodowego Winnickiego, jeden tylko Andrzej Potocki miał ten przywilej dla siebie konstytucją r. 1662 zapewniony; co nie miało się nigdy już powtórzyć po przejściu jego do wyższej godności, lub po śmierci. Za to obowiązany był 200 ludzi piechoty uzbrojonych własnym kosztem utrzymywać in praesidio miejsca tego.

Powyżej opublikowaliśmy drugi fragment jednej z prac Heleniusza zatytułowanej „Rozmowy o polskiej koronie”, w oryginalnym brzmieniu i poświęcony Winnicy.

W kolejnym artykule zostaną przedstawione dzieje szkolnictwa w Winnicy pióra Heleniusza, czyli Iwanowskiego.

Paweł Glugla, 25.04.17 r.

Źródło: E. Heleniusz, Rozmowy o polskiej koronie, tom 1, Kraków 1873, s. 579-583.

Więcej na temat: Dzieje Winnicy według Eustachego Heleniusza z 1873 roku, Konwent oo. Dominikanów w Winnicy w latach 1624 - 1832

Sądowa Wisznia – najstarsze po Lwowie miasto Rusi Czerwonej

Dzisiejsza Sądowa Wisznia to liczące nieco ponad 7 tysięcy mieszkańców miasteczko położone 48 km na zachód od Lwowa. Po raz pierwszy wzmiankowana była w 1230 roku jako ruski gród Wisznia należący do księstwa halicko-wołyńskiego.

W najstarszej kronice kronikarza ruskiego Nestora z roku 981 znajduje się pierwsza wzmianka o terenach, na których położone były Wisznia i Mościska: „Poszedł Włodzimierz na Lachów i zajął im grody ich Przemyśl, Czerwień i inne grody mnogie, które i do dziś są pod Rusią”. Prawdopodobnym jest że wcześniej tereny te należały do Państwa Mieszka I.

W czasie wyprawy wojennej w 1018 r. odbił te tereny Bolesław I Chrobry. Polska ponownie utraciła je w roku 1031. Z powrotem przyłączył je Bolesław II Szczodry w 1069 r. Znów utracił te ziemie Władysław I Herman, gdy weszły one w skład Rusi Kijowskiej. Kolejna pisemna wzmianka o tych terenach pochodzi z czasów, gdy ziemia ta należała do książąt ruskich. Zapis w kronikach ruskich – Latopisie Hipackim z roku 1150, mówiący, że król węgierski Gejza II „przeszedł góry i wziął gród Sanok i posadnika jego i wiosek w Przemyskiem wiele zajął” W 1340 r. prawem spadkobierstwa posiadł te ziemie Kazimierz III Wielki i włączył do Królestwa Polskiego.

W latopisie halicko-wołyńskim znajduje się pierwszy pisemny dokument z 1244 r., który wspomina o tym, że na rzece Siczyci stara nazwa Sicznej w pobliżu Mostycz (stara nazwa Mościsk) rozpętała się bitwa między wojskami kniazia Danyły Halickiego i Rościsława Michajłowicza.

Do Polski Sądowa Wisznia została przyłączona w 1349 roku, a w 1368 uzyskała z rąk króla Kazimierza Wielkiego magdeburskie prawa miejskie. Jest po Lwowie najstarszym miastem całej Rusi Czerwonej. Pierwsza parafia katolicka powstała tu przed 1393 r.

Wisznia była miastem królewskim i ośrodkiem starostwa. Od 1443 r. odbywały się tu sejmiki generalne województwa ruskiego dla ziem lwowskiej, przemyskiej i sanockiej, na których wybierano posłów na Sejm, deputatów do trybunałów i urzędników ziemskich. Rozstrzygano też wiele spraw lokalnych, również sądowych, i stąd od 1545 r. miasto było oficjalnie zwane Sądową Wisznią. Obrady najczęściej toczyły się w kościele.

Rozległe błonia pomiędzy Sądową Wisznią a Rodatyczami były miejscem tzw. popisów, czyli zbrojnych przeglądów szlachty ziemi przemyskiej, które urządzano tu przy szczególnie ważnych okazjach, w odróżnieniu od zwykłych, corocznych popisów, które odbywały się pod Medyką. Te wielkie zjazdy szlachty, dogodne położenie przy gościńcu ze Lwowa do Przemyśla, a także przywileje otrzymywane z rąk kolejnych władców były podstawą pomyślności miasta.

W Sądowej Wiszni w czasach I RP dobrze rozwijało się rzemiosło oraz handel, szeroko znane były tutejsze targi na bydło, znajdowały się też w Wiszni duże składy soli.
Niestety miasta nie omijały zbrojne napady. W 1498 r. złupili je Wołosi, następnie kilkakrotnie Tatarzy, a w 1648 r. Kozacy.

Pod koniec XVI w. miejscowy proboszcz Marcin Krowicki przeszedł na kalwinizm i zamienił drewniany kościół w zbór. Katolicy odzyskali go w 1612 r.

W XVII w. Sądowa Wisznia była jednym z głównych ośrodków ikonopisania w eparchii lwowskiej.

W 1730 r. dzierżący wspólnie wiszeńskie starostwo kasztelan lwowski Jan Siemieński i łowczy kijowski Franciszek Zawadzki ufundowali w Sądowej Wiszni klasztor reformatów. W latach 1711-12 okolice miasta ucierpiały od szarańczy, a w jej następstwie od głodu.

Słowo Polskie na podstawie tekstu Grzegorza Rąkowskiego, 24.04.17 r.

 












 


Magia pałacu Marsów w Sądowej Wiszni

Jesteście znudzeni „standardowymi” wycieczkami do Lwowa i macie dość stania godzinę w kolejce żeby kupić tam kawę?

Wybierzcie się do jednego z mniejszych galicyjskich miasteczek Sądowa Wisznia, położonego między Mościskami, Gródkiem Jagiellońskim, Samborem i Jaworowem, żeby zobaczyć jeden z najbardziej magicznych zamków na Ukrainie, pozostałości rezydencji Komorowskich-Marsów, położonej w otoczeniu unikatowego parku, który cudem zachował swój autentyczny wdzięk.

Jan Mars władał pałacem aż do wybuchu II wojny światowej, kiedy zgodnie z warunkami paktu sojuszniczego Niemiec i Związku Radzieckiego Sądowa Wisznia okazała się w sowieckiej strefie okupacyjnej.

Okres świetności przepięknego zabytku zakończył się po ostatecznym umocnieniu się na terenach byłego województwa lwowskiego II RP sowieckiej władzy. Pałac Marsów zmieniono w akademik miejscowego technikum rolniczego (warto zaznaczyć, że w samym budynku technikum przed wojną mieścił się polski Bank Spółdzielczy, Kasa Chorych a na piętrze mieszkał ksiądz).

W latach 80. pałac spłonął i od tego czasu stoi w ruinie. Obecnie zabytek znajduje się we własności komunalnej i władze Sądowej Wiszni po reformie decentralizacyjnej zaczęli szukać inwestora, który mógłby urządzić w byłym pałacu Marsów hotel lub inny obiekt rekreacyjno-usługowy.

Błądząc wokół pałacu i wpatrując się w ciemną otchłań jego podziemi, ma się odczucie, że trafiliśmy 100 lat wstecz w zupełnie inną epokę.

Koniecznie zapraszamy odwiedzić Pałac Marsów w Sądowej Wiszni i wykonać na jego tle kilka zdjęć. Nie wiadomo, czy wieża pałacowa nie zawali się przez brak dachu jak i sam pałac. A miejscowe władze dopiero zaczynają uczyć się jak pisać projekty i zdobywać środki z funduszy międzynarodowych na cele ratowania zabytków historycznych.

Jerzy Wójcicki, 16.07.16 r.

 






 








Hipotetyczny wygląd pałacu Marsów przed rujnacją


Po ziemiach lwowskich z Antoniukiem

Źródło: http://www.drohobyczer-zeitung.comChyba najbardziej obfituje w zabytki architektury rezydencjonalnej na Ukrainie obwód lwowski. Takie bogactwo jest zapewne spowodowane bliskością do metropolii dawnej Rzeczypospolitej, zarówno jak i tym, że spore tereny obecnej Lwowszczyzny należały do Polski aż do 1951 roku.

Wydawałoby się, że obecność takich potężnych atrakcji w postaci pałaców w Olesku i Podhorcach oraz zamków i twierdz w Złoczowie, Świrzu i Starej Wsi, które tworzą popularną trasę „Złota Podkowa”, już stanowi gwarancję największego rozwoju turystyki w obwodzie. W rzeczywistości jednak wszystko jest zupełnie odwrotnie. Z całą odpowiedzialnością mówię: najgorsze drogi prawobrzeżnej Ukrainy są właśnie tutaj. Brakuje nie tylko drogowskazów, wskazujących drogę do zabytki architektury i historyczne, ale poniekąd nawet jakichkolwiek wskazówek jak dojechać, co wymownie świadczy o tym, że na żadnych gości tutaj się nie czeka. Wyjątek – wspomniane wyżej perły architektury, które sporo zarabiają na turystach. Na Lwowszczyźnie jednak kilka razy więcej pałaców i zamków ciekawych dla ludzi, ale nikt nie ruszy palcem, aby udostępnić je w większym stopniu. Takie mamy realia, lecz podróżować nadal chce się, a zatem – w drogę!

Z Marynopola na Przykarpaciu drogą P 04 przez Halicz, Kałusz, Dolinę, Bolechów i Stryj jedziemy do Drohobycza, pokonując odległość ponad 150 km. W mieście kierujemy się do centrum z dominującym dużym dziewiętnastowiecznym ratuszem. Po lewej stronie od niego znajduje się dawny klasztor karmelitański, którego kościół przekazano obecnie grekokatolikom, po prawej zaś – najbardziej znany zabytek miasta – monumentalny gotycki kościół św. Bartłomieja XIV-XVI w. W jego wnętrzach zachowały się liczne monumentalne grobowce i epitafia z różnych epok, fragmenty malowideł z XVI w. Większa zaś część murów pokryta freskami doby rokoko. W roku 1542 król Zygmunt I rozkazał miejskiemu staroście Wojciechowi Starzechowskiemu wznieść dookoła świątyni obronną twierdzę, która by broniła kościoła, zarówno jak i miasta. Wówczas podpisano umowę z rzemieślnikiem Janem Grendoszem z Przemyśla, który wybudował wysoką twierdzę obronną, gdzie obecnie mieści się dzwonnica. Wtedy też wzniesiono jeszcze trzy drewniane wieże i wykopano rów, lecz murowanych ścian twierdzy nie postawiono. Dzwonnica-wieża, zarówno jak i kościół ma wewnątrz malowidła, które może pokazać pan kościelny.

W Drohobyczu był jeszcze drewniany zamek starosty, lecz w roku 1841 Austriacy postanowili go rozebrać.

Samborskie kamienice. Źródło: http://varandej.livejournal.com/Stąd 44 km drogą T-1411 prowadzi do Sambora – też dawnego miasta galicyjskiego, posiadającego sporo zabytków architektury, wśród których tylko wspomnimy o kościele parafialnym p.w. Jan Chrzciciela z 1530 roku, który nigdy nie został zamknięty i zachował wspaniałe wewnętrzne ozdobienie z cudownym obrazem Samborskiej Bogurodzicy, greckokatolicki kościół p. w. Narodzenia Bogurodzicy 1738 roku i siedemnastowieczny ratusz, wieża którego zachowała cechy renesansowe.

Lecz w Samborze nas przede wszystkim interesuje dawny dom myśliwski króla Stefana Batorego, wzniesiony na terenie tak zwanego Nowego Zamku, który zaczął w 1530 roku budować Krzysztof Odrowąż. Właśnie od tego zamku rozpoczęła się wyprawa Polaków na Moskwę 23 czerwca 1604 roku, mająca na celu osadzenie na carskim tronie Dymitra Samozwańca I. W 1996 roku skromny gmach dawnego domku myśliwskiego przebudowano na kościół św. Pantaleona (UCG) i obecnie nie da się tu rozpoznać starożytności. Znajduje się on przy ul. Szpitalnej 14, na terenie Centralnego Szpitala Rejonowego.

Jedziemy na zachód drogą T 1411. 18 km dalej, we wsi Skeliwka, której nazwa historyczna brzmi jako Felsztyn, obejrzymy wspaniały gotycki kościół św. Marcina, pochodzący z końca XV w. Kiedyś było to duże miasteczko i niedaleko kościoła zachowała się współczesna z nim trzykondygnacyjna wieża, która w średniowieczu pełniła rolę strażnicy i należała do systemu fortyfikacji miejskich. Zabytek ma skromne ozdoby dekoracyjne. W kościele zaś od roku 1990 działa kościół greckokatolicki. Za nowym ikonostasem można dostrzec dawny barokowy katolicki ołtarz w dobrym stanie. Co ciekawe, właśnie w Felsztynie kończą się przygody Szwejka, na cześć którego w samym centrum miasteczka odsłonięto śliczny pomnik.

Pozostałości zamku Herburtów pod Dobromilem. Źródło: http://www.forum.gorgany.comStąd już rzut beretem do miasteczka Chyrów, w którym zachował się olbrzymi dawny jezuicki konwikt (szkoła), obecnie znajdujący się w posiadaniu jednego z „deputowanych” i wejść na jego teren nie ma możliwości. My zaś jedziemy do pobliskiego Dobromila (7 km), przed którym we wsi Ternawa skręcamy w lewo i obok cmentarza zostawiamy samochód. Tutaj, na górze Ślepej (560 m) znajduje się dawny zamek, do którego można się dostać tylko na piechotę lub traktorem. Chociaż wchodzenie będzie trochę ciężkie, lecz stamtąd odsłania się zadziwiająca panorama Dobromila z jego kościołem, klasztorem bazylianów i ratuszem, a co najważniejsze, widokami Podgórza Karpackiego.

Twierdza znajduje się na samym szczycie góry, porośniętej lasem. Pierwotnie fortyfikacje były drewniane, wzniesione w roku 1450, lecz pod koniec tego samego wieku zamek został zdobyty i zniszczony przez Tatarów. Legenda mówi, że kiedy Horda wtargnęła do dworu, wyszła przepiękna księżna i rzuciła się do głębokiej studni. To podniosło na duchu zmartwionych obrońców i wówczas zdołali przebić się z okrążenia. Około roku 1550 Stanisław Herburt rozpoczął budowę murowanej twierdzy, którą kontynuował jego syn Jan Szczęsny. Ostatecznych kształtów, z dekoracyjną arkadą attykową, zmiękczającą wrażenie od całkiem surowego wyglądu murów, zamek nabył w 1616 roku. Chociaż nigdy nie użytkowano go do zamieszkania – miał wyjątkowo obronną funkcję – wewnątrz wypełniały go alegoryczne rysunki i freski, w szczególności z wizerunkiem powstania Zebrzydowskiego 1609 roku, w którym uczestniczył Jan Szczęsny Herburt. Na dużej wieży do drugiej wojny światowej mieściła się tablica z datą ukończenia budowy „1585”, napisem SHKL („Stanisław Herburt kasztelan lwowski”) i orłami rodzinnymi. Wg legendy, każdy z Herburtów po śmierci zamieniał się na orła i osiedlał się w okolicznych skałach. Dopóki ptaki szanowano, dopóty żył ród. Jednak ktoś z Herburtów zabił orła i natychmiast zmarł jego syn, ród zaś zgasł. W każdym razie Herburtowie rzeczywiście wymarli 1647 roku i Dobromil wraz z zamkiem przeszedł do Czuryłów.

Twierdza wytrzymała oblężenia Kozaków, Węgrów księcia Rakoczego i Szwedów. Do końca XVIII w była zamieszkała, lecz od roku 1784 posiadaczka pozwoliła sąsiadującym bazylianom rozebrać mury zamkowe na potrzeby klasztoru. Odtąd mnisi, zarówno jak i miejscowi mieszkańcy roznosili dawne kamienie. Na dziś dzień zostało około połowy zamku ze wspomnianą wieżą, murami z attykiem i zasypana studnia, do której, jak mówi legenda, rzuciła się księżna.

Dmytro Antoniuk, opracowanie tekstu Irena Rudnicka, 14.04.16 r.

Polskie tradycje i zwyczaje wielkanocne

Źródło: https://folkstar.plWielkanoc, czyli Zmartwychwstanie Pańskie jest świętem upamiętniającym zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. W roku 2017 przypada ono na 16 kwietnia (niedziela) i 17 kwietnia (poniedziałek).

Punktem kulminacyjnym Świąt Wielkanocnych jest Triduum Paschalne rozpoczynające się Mszą Wieczerzy Pańskiej w Wielki Czwartek, a kończące w Wielką Niedzielę, czyli Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego.

Wielkanoc wiąże się z wieloma tradycjami, sięgającymi nawet XIV wieku. Jest nie tylko ważna ze względu na duchowy wymiar. Jest to czas, kiedy przyroda na nowo budzi się do życia. Jakie wielkanocne zwyczaje panują w Polsce? Oto one!

Malowanie jaj

Malowanie jajek to zdecydowanie jedna z najbardziej rozpowszechnionych tradycji wielkanocnych. Jajka stały się symbolem pomyślności, wiosny, przebudzenia do życia. Poświęcone jajo jest symbolem zmartwychwstania.

Wielki tydzień

Wielki Tydzień rozpoczyna się wraz z Niedzielą Palmową. Dawniej zwana „wierzbową”, stanowi bardzo ważny dzień w religii chrześcijańskiej. Symbolizuje wjazd Jezusa do Jerozolimy. W Niedzielę Palmową wierni udają się do kościoła gdzie święcą tzw. palemki. Są one wykonane z gałązek wierzby, a także ozdobionych bukszpanem i kwiatami. Kiedyś poświęconą palemką uderzało się lekko każdego z domowników, aby zapewnić im szczęście na cały rok. Następnie umieszczało się ją za obrazem lub nad drzwiami. Miało to chronić przed nieszczęściem.

Triduum Paschalne

W Wielki Czwartek zaczyna się Triduum Paschalne. Z ołtarza znikają wszelkie przedmioty, a dzwony milkną aż do czasu zmartwychwstania.

Następnie w Wielki Piątek odbywają się Drogi Krzyżowe, podczas których figura Jezusa wkładana jest do symbolicznego grobu. Tego dnia obowiązuje ścisły post. Jedną z dawnych tradycji było zakopywanie żuru i śledzia, które były typowo postnymi potrawami. Istniał również zwyczaj przybijania śledzi do drzewa.
Wielka Sobota - to czas oczekiwania na Zmartwychwstanie. Od samego rana odbywa się święcenie pokarmów, a w domach szykowanie koszyczków na święconkę, malowanie i zdobienie jaj.

Niedziela Wielkanocna

W Wielką Niedzielę nie może zabraknąć stołu przykrytego białym obrusem. Na śniadanie w Polsce zazwyczaj są: żurek, biała kiełbasa, pasztety, pieczenie oraz szynki. Konieczne są również wielkanocne ciasta, takie jak mazurki czy babki. W niektórych regionach po świątecznym śniadaniu następuje tzw. zajączek wielkanocny - czyli szukanie drobnego upominku ukrytego gdzieś w domu ( dla dzieci to jest wielka zabawa).

Śmingus-dyngus

Śmingus-dyngus, czyli Wielkanocny Poniedziałek (Lany Poniedziałek), to wesoła tradycja wzajemnego oblewania się wodą. Dawniej obowiązywało także uderzanie się wierzbowymi gałązkami (tzw. śmingus). Aby uniknąć śmingusa, można było wykupić się pisankami, słodyczami lub pieniędzmi. To właśnie jest tzw. dyngus.
Święta wielkanocne to wyjątkowy czas, w którym symboliczne obrzędy religijne, tradycja ludowa i świat przyrody splatają się w jedno. Życzę wszystkim udanych Świąt Wielkanocnych i miłej atmosfery w domach.

Maria Kucza, 11.04.16 r.

Kamieniec i jego Hektor

Źródło: http://www.repozytorium.fn.org.pl/345 lat temu w walce z Turkami zginął polski szlachcic rodem z Makowa na Podolu Jerzy Michał Wołodyjowski.

On nie był postacią wymyśloną przez Henryka Sienkiewicza. Powieściowy Wołodyjowski jest wzorowany na prawdziwym Jerzym Wołodyjowskim (1620 – 1672), polskim szlachcicu herbu Korczak, który urodził się w rodzinnym majątku Makowie na Podolu, ok. 15 km na północny wschód od Kamieńca Podolskiego.

Podole było ziemią rodzinną Małego Rycerza. Był on stolnikiem przemyskim, zagończykiem, rotmistrzem, od 1669 roku pułkownikiem, kawalerzystą w chorągwi hetmana Jana Sobieskiego, późniejszego króla Polski. Hetman Sobieski mianował Wołodyjowskiego rotmistrzem w twierdzy Kamieniec Podolski, a w 1672 roku został komendantem Chreptiowa nad Dniestrem na południe od Kamieńca Podolskiego.

W sierpniu 1672 roku brał udział w obronie Kamieńca Podolskiego, szturmowanego przez Turków. Zginął 26 sierpnia 1672 w wybuchu 200 beczek prochu w Baszcie Czarnej w Zamku Górnym, który nastąpił bezpośrednio po kapitulacji twierdzy, a jego okoliczności nie są jasne. Interpretowano go później jako gest rozpaczy majora artylerii kamienieckiej Hejkinga (Sienkiewiczowskiego Ketlinga). Wołodyjowski został pochowany w podziemiach kościoła franciszkanów w Kamieńcu Podolskim.

Józef Ignacy Kraszewski w powieści „Ostap Bondarczuk” (1847) ustami jednego z jej bohaterów tak mówi o Kamieńcu Podolskim: „Nie wiem, czy które z naszych miast pochwalić się może tylu pamiątkami sławnymi, co Kamieniec”. Czyż to nie Kamieniec Podolski z jego największą w Polsce twierdzą został już przed wiekami nazwany „Przedmurzem Chrześcijaństwa” (katolickiego) i „Bramą do Polski”? Czyż to nie Polacy (zaczęli litewscy Koriatowicze) zbudowali wielką i sławną twierdzę kamieniecką, a miasto nie było „okiem w głowie królów, sejmów i Rzeczypospolitej”?

Pierwsza historyczna wzmianka o mieście pochodzi ze źródła ormiańskiego z 1062 roku i mówi o Kamieńcu jako o ormiańskiej faktorii handlowej. Od połowy XII wieku część wschodnia Podola (Międzybóż, Bożsk, Kotielnica) podlegała księstwu kijowskiemu, a zachodni obszar Podola, a więc także Kamieniec Podolski w tym samym czasie (potem całe Podole) znalazł się pod wpływem, i to zapewne bardzo luźnym, Księstwa Halicko-Wołyńskiego. Kamieniec Podolski nigdy nie należał do Rusi Kijowskiej. Jego ludność więcej ciążyła w stronę zachodu, szczególnie w stronę Wołynia.
Kamieniec Podolski, należący do Księstwa Halicko-Wołyńskiego został zgodnie z wolą jego ostatniego księcia Jerzego II z rodu Piastów mazowieckich, zajęty w 1352 roku przez króla Kazimierza Wielkiego, który nadał go w lenno litewskim książętom Koriatowiczom.

Po bitwie pod Sinymi Wodami w 1362 roku Litwini zajęli prawie całe Podole i wyciągali ręce po Kamieniec Podolski, nawet po zawarciu unii z Polską w Krewie w 1385 roku. Książę Witold doprowadził do upadku władzy propolskich Koriatowiczów w 1393 roku. Jego zakusom przeciwstawiał się król Władysław Jagiełło; odwiedził on Kamieniec trzykrotnie: w 1404, 1410 i 1417 roku.
W latach 1394-1430 Kamieniec Podolski był we władaniu bądź litewskim bądź polskim (1395-99 – lenno wojewody krakowskiego Spytka II z Melsztyna i 1402-11 – pod zarządem podstolego krakowskiego Piotra Szafrańca), by ostatecznie w latach 1430-33 zostać włączony wraz z zachodnim Podolem do Królestwa Polskiego.

Kamieniec Podolski jako miasto prawdopodobnie założyli Koriatowicze w drugiej połowie XIV wieku: Jerzy Koriatowicz lokował gród Kamieniec Podolski w 1374 roku na prawie magdeburskim.
Podczas powstania Chmielnickiego Kozacy nie potrafili zdobyć miasta i twierdzy ani w 1648 roku pod wodzą Maksyma Krzywonosa, ani pod wodzą Iwana Bohuna i Dżerdżelii w 1651 roku, ani oddziały Tymoszy Chmielnickiego w 1652 roku i ponownie w tymże roku sam Bohdan Chmielnicki, który niepysznie musiał odejść spod murów miasta po bezskutecznych atakach.

W 1655 roku Bohdan Chmielnicki znowu obległ miasto razem ze sprzymierzonymi z nim wojskami moskiewskimi, ale pomimo dziewięciu szturmów w ciągu trzech tygodni także i teraz nie zdobył miasta i twierdzy.

Kamieniec Podolski należał do Polski do 1793 roku (z wyjątkiem okresu 1672-1699, kiedy był we władaniu Turków), kiedy to w wyniku II rozbioru Polski został przyłączony do Rosji.

Słowo Polskie na podstawie tekstu Mariana Kałuskiego, 08.04.17 r.

Historia teatru polskiego w Kamieńcu Podolskim

Źródło: http://bc.wbp.lublin.pl/dlibraNa przełomie XVIII i XIX wieków polski szlachcic Antoni Żmijewski założył w dawnym budynku kapituły unickiej w Kamieńcu Podolskim polski teatr, który mieścił się tutaj do 1803 roku, kiedy to został przeniesiony na plac Ormiański.

Grały w nim wówczas różne polskie teatry wędrowne. W 1803 roku jeden z ojców teatru polskiego Jan Nepomucen Kamiński (1777 – 1855) założył w „mieście na kamieniu” zawodowy teatr polski, który prowadził do 1805 roku.

Przed 1826 roku teatr ten występował we własnym stałym budynku, a w 1856 roku polski ziemianin J. Piekarski wzniósł w mieście nowy budynek teatru.

Teatr w Kamieńcu był do 1832 roku całkowicie polski, natomiast w latach 1832-1861 o mieszanym polsko-rosyjskim repertuarze.

W teatrze tym grało wielu popularnych i zasłużonych aktorów. Czynnych w mieście było nadal kilka kościołów i klasztorów katolickich. W 1832 roku została założona w Kamieńcu Podolskim pierwsza drukarnia. Założył ją Polak Wagnera, którego sprowadził na Podole w 1831 roku do swych dóbr koło Dunajowców ziemianin Marchocki do Minko.

Wydała ona kilka książek do nabożeństwa i religijnych, „Directorium officii divni za r. 1846” i tomik fraszek Kowalskiego.

Rosjanie postanowili zlikwidować polski charakter Kamieńca Podolskiego i utworzyli w mieście diecezję prawosławną, seminarium prawosławne, diecezjalną szkołę dla córek duchownych prawosławnych, gimnazjum rosyjskie i „Ioanno-Predtieczenskoje Bratstwo”. Ale jak słaba była rosyjskość miasta udowadniają następujące fakty: zrusyfikowany Teatr Polski upadł, pomimo subsydium rządowego, tak samo jak, po jednym tylko roku wydawania – w 1881 roku pismo rosyjskie „Listok Podolskij”.

Po rewolucji 1905 roku w Rosji carat musiał pójść na pewne ustępstwa tak wobec Polaków jak i licznych narodowości zamieszkujących cesarstwo. Polskość Kamieńca Podolskiego wybuchła z nową siłą.

Po 1905 roku działały w mieście następujące polskie instytucje i organizacje: Towarzystwo Ochrony dla Dzieci (Aleksander Sadowski, Ignacy Chełmiński i Edmund Farenholc), Towarzystwo Pomocy dla Uczącej się Młodzieży (założyciel dr Józef Rolle), Polskie Towarzystwo Dobroczynności (prez. Stanisław Czerwiński), Polskie Stowarzyszenie Kobiece „Praca” (prezeska hr. A. Starzyńska), Towarzystwo Spożywcze Oficjalistów (prez. Stanisław Żukotyński), Syndykat Rolniczy (dyr. Stanisław Mroziński), Towarzystwo Lekarskie, Towarzystwo Przyrodnicze (prof. Piotr Buczyński). Aleksander Prusiewicz zakłada Muzeum Archeologiczne, dr Ming Techniczną Szkołę Realną, a Tadeusz Hanicki Szkołę Muzyczną.

Powrócił do Kamieńca Podolskiego polski teatr. Polskie występy teatralne zapoczątkowały po tak długiej przerwie, w lutym 1906 roku występy teatru objazdowego Bolesława Bolesławskiego, który był wybitnym aktorem i reżyserem, dyrektorem teatrów w Lublinie, Łodzi i Petersburgu.

Słowo Polskie na podstawie tekstu Mariana Kałuskiego, 30.03.17 r.

Wkrótce ulica Kościuszki w Międzybożu?

Międzybóż jest jednym z najważniejszych punktów na mapie turystycznej obwodu chmielnickiego. Razem z pobliskim Latyczowem i oddalonym o około 120 km Kamieńcem Podolskim międzybóska forteca dopełnia obraz majestatycznych zabytków architektonicznych z czasów Korony na Podolu.

Na początku lutego w Międzybożu odbyło się „dekomunizacyjne” posiedzenie w formacie „okrągłego stołu” podczas którego w ramach realizacji odpowiedniej ustawy dyskutowano o zmianie nazw ulic i zaułków miasta, związanych z okresem komunizmu. W posiedzeniu wówczas wzięli udział deputowani do Międzybóskiej Rady Hromady, naukowcy z rezerwatu „Międzybóż” oraz przewodniczący Rady Hromady Mychajło Demkiw.

Ulice Czkałowa, Majakowskiego i inne wkrótce zostaną nazwane na cześć ukraińskich działaczy kultury i polityki. Podczas lutowego posiedzenia jeden z naukowców zaproponował nazwać którąś z ulic imieniem polskiego generała, bohatera walki o niepodległość Polski i USA Tadeusza Kościuszki. Powód ku temu jest bardziej niż oczywisty -  w latach 1790-1791 dywizja Kościuszki stacjonowała w murach fortecy w Międzybożu a nieustraszony generał wizytował tu prawie co kilka dni.

Z międzybóskim okresem życia Tadeusza Kościuszki jest związana jeszcze jedna historia, z wątkiem miłosnym. Przekazywana jest ona z ust w usta od babć do wnuczków, od ojców do synów. Okazuje się, że z Międzybożem Kościuszkę łączyła także miłość do młodziutkiej szlachcianki Tekli Żurowskiej. Lecz ta romantyczna przygoda trwała niedługo. Tekla wówczas miała tylko 18 lat a Kościuszko – 45. Ojciec odmówił słynnemu bohaterowi zezwolenia na małżeństwo ze względu na dużą różnicę wieku  oraz, co może dziwić, brak majątku, bowiem Kościuszko całe swe życie poświecił walce za Ojczyznę i nie zgromadził wówczas ani ziemi ani pieniędzy.

Posiedzenie „okrągłego stołu” w Międzybożu symbolicznie odbyło się w 270. rocznicę urodzin  Kościuszki. W ostatnich dniach marca w tej miejscowości odbędzie się ważna konferencja naukowa, trzymajmy kciuki, żeby podczas niej ogłoszono o decyzji nazwania w Międzybożu ulicy na cześć jednego z najsłynniejszych polskich bohaterów z czasów I Rzeczypospolitej.

Franciszek Miciński, 25.03.17 r.

Podhorce Sobieskich i Rzewuskich czekają na renowację

Podhorce – jedna z najpiękniejszych perełek ziemi lwowskiej, która rozciągnęła się na wzgórzach pasma Woroniaky.

Na przestrzeni wieków w niepowtarzalnym klimacie miasteczka, wśród pamiątek kultury, archeologii i architektury XVII - początku XX wieków uwiecznione zostało dziedzictwo historyczne i artystyczne Polski i Ukrainy.

Zgodnie z rozporządzeniem Lwowskiej Administracji Obwodowej w 1997 roku zamek został przekazany pod piekę Lwowskiej Galerii Sztuki. W tymże roku założono fundację odrodzenia pałacu podhoreckiego. W zbiorach Galerii znajduje się 85 proc. dzieł sztuki z pałacu, które z czasem mają powrócić do odnowionej budowli, gdzie powinno zostać uruchomione muzeum i centrum kulturalne.

W dniu dzisiejszym potrzebne są środki i sposoby na realizację programu przeprowadzenia prac naukowo-projektowych a także renowacyjnych na licznych obiektach kulturalnego dziedzictwa tej unikalnej historycznej miejscowości. Chodzi przede wszystkim o realizację Programu „Przemyślenie wartości zespołów architektonicznych dziedzictwa archeologicznego Pleśniska w Podhorcach”.

Przyczyniło się to zorganizowania Międzynarodowej Naukowo-Praktycznej Konferencji, która wkrótce ma odbyć się w formacie „okrągłego stołu” na Politechnice Lwowskiej. Jej uczestnicy omówią szereg pytań, przede wszystkim Program „Przemyślenia wartości zabytków podhoreckich”, zmianę generalnego planu rozwoju miasteczka z uwzględnieniem pamiątek, znajdujących się pod ochroną państwa.

Ważną sprawą stanie się przywrócenie byłego wdzięku unikatowemu drewnianemu kościołowi św. Michała, który spłonął 18 maja 2006 roku. Całe szczęście, że w Politechnice Lwowskiej zachowały jego kreślenia, wykonane trzy lata wcześnie przez studentów z Ukrainy i Austrii pod kierunkiem wykładowców Instytutów architektury Lwowa i Wiednia. Po dziesięciu latach po raz pierwszy przedstawiony zostanie projekt odbudowy spalonego kościoła.

W 1440 roku polski król Władysław Warneńczyk przekazał okoliczne majętności Januszowi Podhoreckiemu. W rękach Podhoreckich miasteczko znajdowało się przez prawie przez 200 lat. W roku 1633 Podhorce zostały wykupione przez wielkiego hetmana koronnego Stanisława Koniecpolskiego (1594-1646) ówczesnego właściciela Brodów i budowniczego zamku w Podhorcach. W 1773 roku urodził się tam Euzebiusz Słowacki - ojciec znanego w całym świecie poety Juliusza Słowackiego i profesor Liceum Krzemienieckiego. Oprócz tego dziadek poety Jakub Słowacki był administratorem zamku w Podhorcach w okresie, kiedy one należały do Rzewuskich.

Głównym punktem orientacyjnym w Podhorcach jest kościół z grobowcem obficie ozdobiony rzeźbami. 300-metrową aleją lipową od kościoła można dostać się jednego z najpiękniejszych zamków na Ukrainie. Od drugiej połowy XVII do początku XVIII wieku Podhorce należały do Koniecpolskich (1646-1682), a później - do Sobieskich (1682-1720). W roku 1720 syn Jana III Sobieskiego Konstanty przekazał zamek wraz z licznymi wioskami Rzewuskim. W zamku wówczas znajdował się ogromny arsenał zabytkowej broni, wspaniała biblioteka oraz archiwum. Oddzielnie przechowywano rzeczy osobiste króla Jana III Sobieskiego oraz trofea zdobyte w bitwach przez Wacława i Seweryna Rzewuskich.

Od roku 1787 właścicielem Podhorców był Seweryn Rzewuski który za 201 tys. złotych wykupił majętność za długi na przetargach publicznych. Na początku XX wieku nowi właściciele zamku Sanguszkowie przeprowadzono renowację pałacu, w którym zaczął funkcjonować muzeum.

W 1940 roku (po zajęciu Wschodniej Galicji przez Sowietów) zamek został przekazany Muzeum Historycznemu we Lwowie. W czasie II wojny światowej budowla mocno ucierpiała a po wojnie wartości artystyczne zostały w dużej mierze zniszczone przez radzieckich żołnierzy ze złoczewskiego garnizonu. Ocalałe przekazano do muzeów we Lwowie. Unikatowy dla Ukrainy zamek-pałac królewski władze radzieckie skazały na zniszczenie. Przepiękne rzeźby wywieziono do Leningradu, gdzie one do dziś zdobią Sad Letni (białe marmurowe biusty Marii Kazimiery i Jana III Sobieskiego), a w zamku zaczęło funkcjonować sanatorium dla chorych na gruźlicę. W latach 60. pałac został częściowo odnowiony, lecz ani podłóg z marmuru ani pięknych sufitów uratować się niestety nie udało.

Igor Gałuszczak, Lwów, opracowanie tekstu Lidia Kyłymnyk, 23.03.17 r.

 



Hajsyn – miasteczko słynące w XIX w. z wód mineralnych

Źródło: etoretro.ruPodolskie miasteczka w ostatnich latach zaczynają w związku z reformą decentralizacyjną szukać własnych regionalnych wizerunków. Miasteczko Hajsyn, na przykład znane jest nie tylko dzięki urodzonemu w nim polskiemu komuniście Romualdowi Janickiemu, lecz także z fabryki wód mineralnych, działającej aż do 1917 r. O tej oraz innych ciekawostkach o Hajsynie dowiedzieliśmy się ze Słownika geograficznego Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich.

Hajsyn, miasto powiatowe w guberni podolskiej, nad rzeką Sob, dopływem Bohu, o 260 wiorst od Kamieńca odległe.

Posiada urząd powiatowy, stację telegraficzną, kantor pocztowy, szkołę powiatową, mirowy sąd i zjazd sędziów pokoju, szpital powiatowy; mieszkańców do 10000, w tej liczbie chrześcian do 6000, reszta Żydów; katolików według wykazów urzędowych do 300.

Pod względem stanów: szlachty (z urzędnikami) 167. duchownych 25, reszta mieszczan. Jest tu cerkiew murowana, pw. św, Mikołaja, licząca 3100 wiernych. Kościoła katolickiego dotąd niema; parafia katolicka należy do odległej o kilka wiorst Kuny, dekanatu bracławskiego.

Miasto dość porządnie zabudowane, błotne, jak wszystkie po większej części podolskie; domów liczy do 1500, po części drewnianych, synagoga i domów modlitewnych 6. rzemieślników 335, fabryk 2, fabryka wód mineralnych, młyn parówy.

Kiedy Hajsyn założony i przez kogo, nie wiadomo. Pierwotnie należał do starostwa bracławskiego i według lustracji z 1615 roku właścicielką jego była ks. Jadwiga Rożyńska—Odrzywolska, a maż jej pierwszy Swiorski, jak sie wyraża taż lustracja „Za przywilejem królewskim od lat 15 je zasadził”.

Czy więc to znaczyło założenie Hajsyna, czy też odbudowanie, co jest prawdopodobniejsze przy ciągłych najazdach tatarskich, nie wiadomo.

Miał wtedy Hajsyn młyn o 2 kołach, kotłów gorzełczanych 30, browar pański, w którym wolno było wszystkim piwo warzyć i miód sycić za opłatą od kotła 6 gr. Następnie spotykamy przywilej Zygmunta III z 16 listopada 1621 r., w którym uznając zasługi wojenne Jana Dzierżka rotmistrza, nadaje mu do ostatnich dni jego życia Hajsyn z wszelkiemi przynależytościami, pod obowiązkiem wnoszenia corocznie do skarbu 1/4 części dochodu (ks. metr. 167 s. 97). Również i Jan Kazimierz, wynagradzając zasługi wojenne Maksyma Bułyhy sotnika ziatkowskiego (Ziatkowce miasteczko w hajsyńskim powiecie) wyraża sie w przywileju z dnia.8 czerwca 1659 roku: „Chętnie sie skłonili, aby szlachetnemu Maksymowi Bułzio, posłowi pułku hurańskiego, doświadczonemu wojsk naszych W. X. ruskiego i zaporoskiego żołnierzowi, cnotą, męstwem, odwagą i należytą ku nam i Rzpltej wiarą dobrze w różnych wojennych krwawych ekspedycyach, doświadczonemu żołnierzowi, łaskę naszą oświadczyliśmy.

Co tym prędzej czynimy, im bardziej znamienite jego po te niespokojne i burzliwe czasy zasługi uważamy, tak bowiem życzliwością swoją, męstwem i odwagą obowiązał nasz majestat ku sobie, ze mu tylko dobrze czynić w podanych okazjach możemy. Skłaniamy sie do prośby jego i do wniesionej za nim do nas W-go Jana Wyhowskiego wojewody kijowskiego, generalnego wojak naszych W. X. ruskiego i zaporoskiego hetmana, instancji i zaraz umyśliliśmy mu miasteczko nasze Haysin, nad rz. Sobem leżące, prawem wiecznom-dziedzicznem, małżonce i potomkom jego, tak męskiej jak i białogłowskiej płci dać i konferować; jakoż niniejszym przywilejem dajemy i konferujemy, które dobra szlachetny Maksym Bułza (Bułyha) i potomkowie jego obojej płci, mieć, trzymać, używać na potomne czasy, zamieniać, darować i przedać według woli swojej bezpiecznie może i mogą”.

Tenże Bułyha otrzymał nobilitację na Sejmie w roku 1659 (Yolumina legum) a następnie po śmierci Hohola dowodził pułkiem u Kozaków dla utrzymania w kraju porządku, i musiał dobrze zasłużyć sie krajowi, kiedy szlachta kijowska w 1687 r. zanosiła instancje do króla i Rzpltej o nagrodę dla niego.

Jak długo Bułyha władał Hajsynam nie wiadomo; Baliński utrzymuje, że przyjął on udział we wszczętych wkrótce buntach kozackich i zato Hajsyn został mu odebrany i przyłączony do dóbr królewskich. Piotr Sudymuntowicz Czeczel starosta kiślacki, wyjednał u Augusta III przywilej pod d. 9 stycznia 1745 r. na zaprowadzenie w Hajsynie, leżącym w ststwie kiślackiem jarmarków: w 1 niedziele po Wielkanocy, św. Janie Chrziciela, i w. Michale i N. roku, każdy po tygodniu trwać mający.

Miasto musiało sie znacznie podnieść, gdyż wkrótce otworzone zostało oddzielne starostwo hajsyńskie wraz z wsiami: Kulakiem, Karbówką, Szurą i Mytlińcami.

Starostwo to 23 września 1789 r. nadane zostało prawem emfiteutycznem na lat 50 Antoniemu Ledóchowskiemu z opłatą kwarty, a przez niego w tymże roku ustąpione Szczęsnemu Potockiemu generałowi artylerii koronnej.

Według lustracji z tegoż roku kwarty płaciło do skarbu Rzpltej 22,961 zł. 26 gr.; miasteczko posiadało zameczek nad Sobem, z 3 stron wałem i dębowemi palisadami opatrzony, w rynku ratusz nowy, cerkiew unicką św. Mikołaja drewnianą, domów w mieście 81, na przedmieściu 183. Po śmierci Szczęsnego Potockiego dotrzymywał dzierżawy syn jego Jarosław, a 1819 roku nadane zostało na lat 4 generałowi Bekensdorfowi z opłatą kwarty 3393 rs. Jedna wioseczka a raczej futor Karbówka, wydzielona została za przywilejem królewskim szatubslanowi Janowi Grudzińskiemu na łat 50 z opłatą kwarty 9 rs. Powiat hajsyński graniczy na północy z pow. bracławskim i gub. kijowską, na zachód z pow. olhopolskim i bracławcskim, na południu z pow. olhopolskim i bałckim, na wschód z gub. kijowską.

Powiat ten w ogólności jest dosyć równy, grunt ma suchy, od zachodu więcej jest lasu, na wschód zaś położenie więcej stepowe i bezleśne. Ziemia czarna urodzajna, miejscami tylko glukowata a nad Bohem piaszczysta.

Rzeka Boh przechodzi przez zachodnią część powiatu i przyjmuje w jego granicach Sob, zaczynającą się w gub. kijowskiej, w pow. lipowieckim, pod wsią Sławną; wpada do Bohu pod m. Ładyżynem, rzekę Białkę wypływającą także z gub. kijowskiej i wpadającą pod wsią Rachnami Sobowetni; Kunkę wpadającą pod m. Kunką.

Kościołów w powiecie hajsyńskim jest 6: w Granowie, Kunie, Ładyżynie, Kopijowce i w Ternawce.

Marszałkami powiatu byli od r. 1807: Jełowiecki, Moszoński, Czopielewski, Borowski, Opacki, Wołodkowicz.

Słowo Polskie na podstawie Słownika geograficznego Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, Tom III (1880-1914), 20.03.17 r.

Poezja kresowa. Dyzma Bończa-Tomaszewski (1749-1825)

Dyzma Bończa-Tomaszewski herbu Bończa, urodził się 1 stycznia 1749 roku na Sandomierszczyźnie, zmarł w 1825 roku w Popówce na Ukrainie. Był znanym polskim poetą, komedio- i dramatopisarzem, publicystą i pamiętnikarzem, krytykiem Konstytucji 3 maja.

Bończa-Tomaszewski pełnił funkcję sekretarza konfederacji targowickiej, podczas konfederacji barskiej porzucił służbę na dworze królewskim, wspierał konfederatów, walcząc w ich szeregach.

Później działał u boku „króla Podola” Stanisława Szczęsnego Potockiego.

Debiutował komedią „Małżeństwo w rozwodzie” pokazaną po raz pierwszy w Warszawie w 1781 roku. Autor broszury „Dyzmy Bończy-Tomaszewskiego, komisarza cywilno-wojskowego województwa Bracławskiego, nad konstytucją i rewolucją dnia 3 maja 1791 uwagi”, w której ostro krytykował reformy, wprowadzone przez Konstytucję 3 maja.

Jego broszura była jedną z najważniejszych broszur antykonstytucyjnych, kolportowana w szczególności na Ukrainie.

Tomaszewski napisał także poemat opisowy „Rolnictwo”, epos historyczny „Jagiellonida” (1817), w 1822 wydał zbiór „Pisma wierszem i prozą”. Jako klasycysta był ostro atakowany przez romantyków m.in. Adama Mickiewicza.

Fragment poemy Jagiellonida: czyli zjednoczenie Litwy z Polską

Tego zaraz w Piotrkowie Sejmowa ustawa
Na Ojczystym posadzi w zgodnych głosach Tronic,
Widzisz przy nim starszego brata, Władysława
W podwójnej błyszczącego dwóch Królestw Korony
Wierna obóm na wojnach i w pokoju sława,
Swym wieńcem nieśmiertelnym przyozdobi skronie:
Polak, Litwin, Rusini, Czech, Węgrzyn, Kroaci
Jednym ludem się staną pod rządem dwóch braci,

Za niemi Alexander, cień tak krótko trwały,
Patrz! - ledwie się ukazał już w powietrzu znika,
Prawodawca, Monarcha, Rycerz pełen chwały,
Gdy już konając w ręku bratnich Fryderyka,
Dowie się źe zwycięstwo wojska otrzymały
Perekopskiego Cara , Litwy najezdnika,
Wzniósłszy w Niebo źrenicę, łzę wdzięczną wylewa
I złoży w łono Stwórcy Narodu nadzieje.

W tem się zwolna przybliżał starzec rozjaśniony,
Promień mądrości na twarz Rycerską mu padał,
Jagiełło to postacią świetną przenikniony,
O nazwisko się jego z ciekawością badał:
„Wnuk to jest twój (rzekł Prorok) Zygmunt niezwalczony
Szorstko będzie mieczem i swą radą władał
Jak ów Nestor, w ościennych nawet Państwach czczony
Ofiarowane sobie odrzuci Korony.

Słowo Polskie, 13.03.17 r.



Pieniądze dominalne prawdopodobnie z Podola odnalezione na Lubelszczyźnie

Polak Daniel Rudny, odkrywca-amator posiada w swoich zbiorach ciekawe pamiątki z XIX-XX wieku. 4 marca w okolicach Radzynia Podlaskiego udało mu się odnaleźć ciekawe monety z napisami, które wskazują, że te pieniądze mogą pochodzić z Podola lub Bracławszczyzny.

Widocznie są to tzw. „pieniądze dominalne”, używane przez właścicieli dóbr (w danym wypadku prawdopodobnie chodzi o Zamojskich a może o Czartoryskich?) dla rozliczeń wewnętrznych z zatrudnionymi przez niego pracownikami.

Za takie „prywatne” pieniądze można było kupić np. artykuły spożywcze i alkohol, ale tylko w karczmie czy sklepach należących do ziemiaństwa. Było to rozwiązanie dla tego ostatniego korzystne, bo pozyskując w ten sposób tanią siłę roboczą, ziemianin zachęcał chłopów do wydawania swoich zarobków na miejscu.

Potwierdzenie faktu przynależności monety do Zamojskich (Radziwiłłów?) można odnaleźć w Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego:

Gródek - miasto, powiat kamieniecki, o 50 wiorst od Kamieńca, 20 od Jarmoliniec, w pięknym rozdole po obu stronach Smotrycza, okrąg adm. kupidski; jest tu zarząd gminny, sąd mirowy, poczta, apteka, fabryka cukru założona w 1837 r. przez br. Gejsmara, obecnie na akcjach, przerabiająca rocznie do 100,000 berkowców buraków, młynów 5, jeden poruszany za pomocą turbiny, gorzelnia. Mieszkańców 7500, w tej ilości Żydów 2500, reszta włościan, przeważnie katolików, tak zwanych Mazurów, dawnych kolonistów znad Sanu i Wisły.

Cerkiew murowana pw. św. Aleksandra Newskiego liczy 1055 parafian i 151 dz. ziemi. Kościół paraf, katolicki dek. kamienieckiego, z cudownym obrazem św. Antoniego, posiada 7297 wiernych; do parafii należą kaplice w Kupinie, Krzemiennej i Łysowodach, dziś zamknięte.

Jest tu fabryka pasów, sznurów i uprzęży nicianych, 4 garbarnie i 1 mydlarnia. Oprócz targów co 2 tygodnie, bywa tu 6 jarmarków, największy na św. Antoniego.

Miasto składa się z rynku ze sklepami i kilkunastu ulic. W 1780 r. było tu 462 domów, obecnie liczy się do 740, między którymi dużo jest murowanych. Synagoga, 4 domy modlitwy, sklepów 80, rzemieślników do 100. Ziemi włość. 2031 dz., ziemi dworskiej w 2 folwarkach 2012 dz. (jeden z folwarków nazywa się Koszerna); gospodarstwo płodozmienne. Do spółki należy 49 dz. i 174 dz. do rządu dawnej kościelnej ziemi.

Daniel Rudny w trakcie poszukiwania zabytkówGródek jest bardzo dawną osadą; pierwotnie nazywał się Nowodwór i należał do Nowodworskich. Już w 1496 r. spotykamy dział zrobiony między Jędrzejem i Michałem Nowodworskim. W 1550 r. Tatarzy zupełnie go zniszczyli, i to powtórzyło się kilkakrotnie lat następnych.

Później władali ni aa Herburtowie i Świerczowie, nazwę zaś Gródka pierwszy raz spotykamy w Uście Zygmunta I do braci Mikołaja Herburta i Jana Świercza, pozwalającym dziedzicom fortecy Nowodworu, inaczej Biedrzychowa-Gródka, wybierać cła, na co przywilej zgubili.

Musiał więc już wtenczas Gródek być silnie umocniony, kiedy król nazywa go fortecą. Następnie należał do Zamojskich, i ci najwięcej tu zostawili po sobie pamiątek. Posiadali oni tu znaczne dobra, bo oprócz Gródka, Kupina i kilkunastu okolicznych wsi, Marcin podskarbi koronny i syn jego Tomasz Klemens, wojewoda lubelski, obaj ordynaci Zamojscy, trzymali bogate sąsiednie starostwo proskurowskie. Zastali majątki te zupełnie zniszczone przez Tatarów, kościół spalony.

Zaczęli więc od sprowadzenia kolonistów znad Sanu i Wisły, i tak w Gródku jak i w Proskurowie ludność ta zachowała dotąd swoją mowę, religią i strój swój odrębny. Jan Zamojski, wojewoda podolski, największy dobrodziej Gródka, wymurował z cegły kościół dzisiejszy parafialny, farę, pod wezwaniem św. Stanisława (1778 r.) na miejscu pierwotnie zbudowanego jeszcze w 1496 a w 1582 r. zniszczonego przez Tatarów.

Ks. biskup kamieniecki Mackiewicz konsekrował go w 1826 r. W 1778 przeniesiono franciszkanów do Gródka, gdyż miejsce klasztora i kościoła w Kamieńcu miało wejść pod twierdzę. Tenże Jan Zamojski przeznaczył im z dochodów gródeckich po 2000 zł. i grunta zwierzyńcem zwane z sianożęciami. On także wybudował szpital i dom sióstr miłosierdzia o 2 piętrach w 1774 r. i obdarzył go wsią Nowy Świat i Basówką. Na mocy tego funduszu obowiązane były siostry utrzymywać osoby chore, 4 mężczyzn i tyleż kobiet; jednakże bywało słabych i po kilkanaście a rocznie do 200.

Siostry zajmowały się także wychowaniem ubogich dziewcząt, a fundusz stąd zebrany obracały na wsparcie dla ubogich. Siostry te, cnotliwym swym życiem, miłosiernemi i pożytecznymi uczynkami zasłużyły sobie tu na ogół szacunek i miłość; pomimo to jednak, w ostatnich czasach, kościół i klasztor został zamknięte, a zakonnice wyjechać musiały za granicę.

dominium Grudek, 10 groszy 1833, Aw: Napis 10 / GR / GRUDEK, Rw: Monogram AC / 1833, brąz 3.76 g, średnica 22 mm, Sikorski T.II s. 29 R*, moneta przypisywana dobrom ks. Adama Czartoryskiego leżącym w województwie bracławskim, później guberni podolskiej. Źródło: https://wcn.pl Cudowny obraz sw. Antoniego został przeniesiony do dzisiejszego parafialnego kościoła. Jan Zamojski z Ludwiki Poniatowskiej, siostry króla, zostawił tylko jedną córkę Urszulę, która wyszła za Mniszcha, marszałka nadwornego litewskiego, i wniosła w dom ten klucz gródecki. Mniszchowie mało dbali o ton majątek, mieszkali po za granicami kraju; pustoszał więc i pomału przechodził w cudze ręce. Karol Mniszech oddał Gródek w posagu swej siostrze Radziwiłłowej, zwanej od majątku Panią Dęblińską; ona to sprzedała w pierwszych latach 1830-1840 Gródek generałowi wojsk rosyjskich baronowi Gejsmarowi. Za jego czasów miasteczko znowu podniosło się, dobrobyt mieszkańców i handel znacznie powiększył się; osobliwie znaczne były w Gródku składy win węgierskich.

Przed 10 laty Gródek sprzedany z publicznej licytacyi; nabył go za stosunkowo niską cenę prezes banku kijowskiego Winogrodzki; obecnie należy do jego synów. Resztki dawnego zamku zamienione przez jenerała Gejsmara na wygodny dom mieszkalny piętrowy.

Jeżeli być dokładnym, to warto zaznaczyć, że na terenie byłej Bracławszczyzny istniał jeszcze inny Gródek/Grudek w powiecie hajsyńskim nad rzeką Soroką. Należał do klucza Granowskiego Czartoryskich. W 1868 roku było tu 221 domów mieszkalnych. Bogactwo nazw „Gródek” na liście miejscowości na terenie byłej I RP jest tak rozmaite, że teoretycznie te monety mogłyby należeć i do innych władców.

Lecz jaki sposób monety odnalezione przez Daniela Rudnego przebyły ponad 600-kilometrową podróż? Może chłopi w poszukiwaniu lepszych zarobków przenieśli się z Podola bliżej Warszawy, zabierając ze sobą swoje skromne zarobki? Więcej do powiedzenia w tej sprawie mają prawdopodobnie naukowcy.

Słowo Polskie, 07.03.17 r.

Turbów, Kijów - lata szkolne...

Kijów w 1918 r.„Wśród młodzieży polskiej uczniowie klas gimnazjalnych w Kijowie: 6-ej, 7-ej i 8-ej należeli do grupy starszych, która w owym czasie objęta była polskim konspiracyjnym ruchem młodzieżowym. Ośrodkiem tego ruchu była oczywiście Kongresówka, a w niej Warszawa. Stamtąd szły dyrektywy programowe, ideologiczne i organizacyjne. Ruch ten o tyle polityczny, że był jednym z przejawów walki społeczeństwa  z łajdackim systemem rusyfikacji wprowadzonym przez rząd rosyjski. Im głębiej sięgała, a w każdym razie starała się sięgnąć akcja rusyfikacyjna, im bardziej uderzała w owo patrymonium narodowe, zwłaszcza, kiedy chodziło o jego część duchowo-kulturalną, tym większą i bardziej jednolitą stawała się siła oporu”: coraz częściej docierają do nas wspomnienia Polaków z okresu 1910-1920, mieszkających na terenie obecnej Ukrainy. Bogatsi zdążyli uciec przed bolszewikami do Polski, biedniejsi zostali poddani okrutnym represjom i czystkom etnicznym ze strony władz komuno-bolszewickich.

Poniższy tekst opowiada o latach młodzieńczych w Turbowie pod Winnicą oraz Kijowie młodego Kazimierza Fudakowskiego, który później stał się znanym polskim politykiem, członkiem Rady Stanu, prezesem Centralnego Towarzystwa Rolniczego, Związku Ziemian, Rady Naczelnej Organizacji Ziemiańskich oraz Zrzeszenia Związków Właścicieli Lasów, Senator IV i V kadencji. Odznaczony Krzyżami Komandorskimi Polski, Węgier, Francji, Rumunii oraz Czechosłowacji.
Jasne dni mego dzieciństwa przesłaniać zaczęły ciemne chmury smutku. Mama nasza zapadła na zdrowiu. Co roku wysyłano ją na południe, gdzie zimę spędzała.

Ojciec przeniósł się do Turbowa, gdzie objął administrację trzeciej z kolei cukrowni zakupiwszy jeszcze uprzednio w 1889 roku Uher na Lubelszczyźnie, gdzie zamierzał z całą rodziną, po wyzdrowieniu Mamy, osiąść na stałe.
Po śmierci Mamy, kierownictwo domu w Turbowie obięła zastępczo siostra Ojca, ciotka Helena Morgulcowa. Wiało na nas od niej chłodem surowości i oschłości. Dzięki odległości, jaka nas od niej dzieliła, nigdy nie widziała, co “pedagodzy” w pokojach szkolnych z nami wyczyniają. Pierwszym pedagogiem był niejaki pan Witkowski wychowanek junkierskiej szkoły piechoty w Odessie, dla którego ideałem była musztra, parada, lakierowane byty z cholewami, wąsy zakręcone “w szpic” zlepione pomadą węgierską.

Po Witkowskim ojciec zgodził się na bardzo polecanego pedagoga pana Szpakowskiego, który rozpoczął z nami naukę. I rzeczywiście nauczył nas tak, że w 1892 roku zdaliśmy egzaminy do 3-ej klasy gimnazjum w Kijowie, ale to półtora roku trwające kształcenie było po prostu obozem karnym.

Po dwóch latach od śmierci naszej Matki, Ojciec ożenił się z panną Anną Wańkowiczową z domu Wolmer, który ojcem kierował było dorastanie córek i brak pani w domu rodzinnym. Z tego małżeństwa urodził się nam przyrodni brat Józef, przyszły profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, który od wczesnego dzieciństwa tak ujmował nas sercem, szlachetnością, prawością i przywiązaniem do rodziny, że uznaliśmy w nim rodzonego brata.

W 1892 roku wstąpiłem do gimnazjum w Kijowie. Z tą chwilą rozpoczął się dla mnie okres szkolny. Jak już na wstępie zaznaczyłem, zamieszkaliśmy z bratem Leonem u profesora Zawistowskiego Rosjanina. Nie wiem, dlaczego oddano mnie najpierw do najodleglejszego 3-ciego gimnazjum, położonego w dzielnicy Kijowa nad Dnieprem, zwanej “Padołem”. Brat mój Leon wstąpił do szkoły realnej, w której gmachu na palcu Michajłowskim Zawistowscy mieli obszerne mieszkanie. W szkołach kijowskich nie prześladowano Polaków, jak to się działo wówczas w szkolnictwie Królestwa Kongresowego, zwłaszcza za rządów słynnego kuratora Warszawskiego Okręgu Naukowego Apuchtina.
Nauka łatwo mi przychodziła, a wyszedłszy z pod katońskiej ręki Szpakowskiego, miałem uczucie bezpieczeństwa osobistego i pewności, że nic mi nie zagraża. Trzecie Gimnazjum (obecnie Centrum Kultury Dziecięcej) przy Kontraktowej płoszczy na kijowskim Padole (do 1917 r.: Aleksandrowskaja pł.). Prawy  róg budynku Gimnazjum wychodzi na ul. Pokrowską.

Z klasy do klasy przechodziłem bez egzaminów, na co regulamin pozwalał w wypadkach, gdy uczeń miał w rocznej cenzurze przeciętnie nie mniej niż czwórkę. W piątej klasie dostaliśmy nowego nauczyciela greki, który dla niezbadanych powodów wziął mnie na kieł, mimo że przedmiot umiałem. Potem przeniosłem się do I gimnazjum, gdzie panowała zupełnie inna atmosfera niż w poprzednim. Profesorowie byli to przeważnie ludzie rozumni i pedagodzy.

Wkrótce moje nauki uległy, na żądanie lekarzy, rocznej przerwie z uwagi na mój stan zdrowia. Rok 1895/96 spędziłem w Uhrze. Z tego powodu pozostałem w 6-ej klasie na drugi rok. Po powrocie do szkoły na jesieni 1896 roku już nie zamieszkałem u, Zawistowskich lecz u stryjostwa Bronisławostwa, którzy w owym czasie przenieśli się na stałe do Kijowa.

Nie była to już stancja, lecz dom rodzinny i tak mi bliski, jak bliski mógł być dom rodzonego brata mojego Ojca i rodzonej siostry mojej Matki. Dlatego też wspomnienia, jakie z niego wyniosłem, są mi najmilsze, najserdeczniejsze takimi, jakimi mogą darzyć serca rodzeństwa. Z całej tej rodzinny, w chwili, gdy te słowa piszę, pozostały tylko dwie siostry Maria i Amelia, znane wśród nas jako “Ciotki Górnośląskie”. Po opuszczeniu Kijowa w 1920 roku zamieszkały w Warszawie przy ulicy Górnośląskiej, gdzie dom ich stał się ośrodkiem promieniującym pogodą i równowagą ducha w najcięższych chwilach i taką radością życia, jaka jest właściwą głębokiej wierze w Boga i rozwiniętemu poczuciu więzi rodzinnej (Zob. Dziennik z Powstania Warszawskiego, c. Amelii). Tadeusz i Ignacy odbywali studia uniwersyteckie, Herman i ja uczyliśmy się w tym samym gimnazjum, a najmłodszy Stanisław chodził już do 1-ej klasy realnej.

Dwaj bracia stryjeczni dziadzi Kazimierza na balkonie mieszkania w Kijowie: Herman (z lewej) i Stanisław, który pracował najpierw jako inżynier w Żyrardowie, potem od 1911 r. studiował  filozofię na UJ w Krakowie. Jako oficer rezerwy, jesienią 1914 roku ściągnięty z wakacji w Szwecji został zmobilizowany i walczył na froncie galicyjskim, jako dowódca roty. Ciężko ranny w styczniu 1915 r. pod górą Kosiowa, zmarł. Pochowany na cmentarzu greko-katolickim w Skole.

Wśród młodzieży polskiej uczniowie klas gimnazjalnych w Kijowie: 6-ej, 7-ej i 8-ej należeli do grupy starszych, która w owym czasie objęta była polskim konspiracyjnym ruchem młodzieżowym. Ośrodkiem tego ruchu była oczywiście Kongresówka, a w niej Warszawa. Stamtąd szły dyrektywy programowe, ideologiczne i organizacyjne. Ruch ten o tyle polityczny, że był jednym z przejawów walki społeczeństwa  z łajdackim systemem rusyfikacji wprowadzonym przez rząd rosyjski. Im głębiej sięgała, a w każdym razie starała się sięgnąć akcja rusyfikacyjna, im bardziej uderzała w owo patrymonium narodowe, zwłaszcza, kiedy chodziło o jego część duchowo-kulturalną, tym większą i bardziej jednolitą stawała się siła oporu. Wprawdzie już wtedy prądy o charakterze społecznym, napływające do nas ze wschodu, starały się umysły młodzież przenikać, lekceważąc wszystko, co z tradycją lub przeszłością narodu było związane, ale instynkt samozachowawczy tak wyostrzył czujność społeczeństwa, że z trudem dawało się brać na lep tej propagandy. Nauka języka polskiego w szkołach była zabroniona, nawet wyszedł rozkaz wykładania religii w języku rosyjskim. Wśród młodzieży odpowiedziano na to utworzeniem kółek samokształceniowych, w których wykładowcy Polscy prowadzili wykłady z historii i literatury polskiej. Powstały tajne, wędrowne biblioteki samokształceniowe, które zasilały ośrodki szkolne na prowincji i wędrowały do młodzieży uczęszczającej do szkoły poza obrębem Kongresówki. Takie koła samokształceniowe powstawały również i w Kijowie, utrzymując stałą łączność z młodzieżą z Kongresówki. I ja w nich brałem czynny udział.

Była to właśnie epoka, w której mimo intensywnego życia polskiego, jakie kwitło w Kijowie, i tradycyjnych więzi, jakie wiele polskich rodzin, a wśród nich i naszą łączyło z Kresami – narastała we mnie z coraz większą siłą tęsknota za rodzinną Polską. Mimo żarliwego patriotyzmu Polaków kresowych i ich historycznie tradycyjnego zahartowania w ofiarnych walkach, chroniących Rzeczpospolitą przed wrogim zalewem ze wschodu, prawdziwie dobrze się czułem w rodzinnej Polsce. Dlatego coraz bardziej ciągnęło mnie do domu, do Uhra, w którym Ojciec na nowo życie organizował. Odżywały dawne stosunki sąsiedzkie z czasów panieńskich naszej Matki i przed-powstaniowych Ojca. My zaś młodzi spędziliśmy wakacje w atmosferze pogodnej, wesołej, przyśpieszającej rozwój życia duchowego.

Dom w Uhrze Ojciec nasz odnowił, zachowując cały dawny rozkład jego wnętrz. Jeden tylko szczegół w odnowieniu domu zawsze mnie raził. Zresztą jego autorem był architekt, stryjeczny brat mojej Matki, przemiły i uroczy wuj Tomasz Bielski. Było to zastąpienie charakterystycznych w starym dworze lunetowych okien w dachu, przez okna mansardowe z prostokątnymi występami. Starych progów już nie było, posadzki były nowe. Całość, jak dawniej, była dostatni i wygodna. Zamiast starej, walącej się oficyny, powstała nowa z wygodnym rozkładem pomieszczeń gospodarczych. Organizacja życia domowego o tyle uległa zmianie, że przybyły do dawnego kompletu służby jeszcze jeden służący naszej macochy.

Z odnowieniem dawnych stosunków sąsiedzkich, zwłaszcza wśród rodziny i nawiązaniem nowych, weszliśmy w pełnię ówczesnego życia towarzyszącego na wsi w lubelskiem.

Słowo Polskie na podstawie wspomnień Kazimierza Fudakowskiego, 04.03.17 r.

O dawnych Czyszkach pod Lwowem

Źródło: http://tasha-kr5.livejournal.comStara prasa często kryje cenne informacje i zapisy. Oto o podlwowskich Czyszkach przeczytać można w czasopiśmie „Nasza Praca” w numerze sprzed ponad 80. laty!

Piękna okolica i pracowici mieszkańcy stanowili cenne atuty ówczesnych Czyszek. Wyróżniały się wzorowo utrzymane sady oraz pasieki pszczele. Gospodarstwa rolne były małe – na ogół kilkuarowe. Ludność tejże miejscowości był to lud pobożny, przywiązany do wiary, ale nękany napadami tatarskimi.

Należy zaznaczyć, że to między innymi Czyszki w dawnych wiekach stanowiły niejako naturalną geopolityczną osłonę Lwowa przed nieprzyjacielem i agresorem. Poznajmy więc interesujący, chociaż krótki opis historyczny Czyszek.

Do najzamożniejszych ziemian polskich w okresie panowania króla Władysława Jagiełły należał pan na Dmitrowicach pod Lwowem, Mikołaj Dmitrowski, właściciel wielu siół, wśród nich i Czyszek, zwanych podówczas Czeszkami, nowej osady, założonej na prawie niemieckim, a zamieszkałej wyłącznie przez osadników Polaków. Ważną chwilą w dziejach tej podlwowskiej wsi było założenie kościoła i parafii w tym celu, aby ludność katolicką zachować przy wierze ich ojców i w okresie najazdów tatarskich użyczyć ludności punktu oparcia w kościele i parafii.

Mikołaj Dmitrowski ufundował wtedy aktem z dnia 11 listopada 1420 r. kościół parafialny pod wezwaniem Wszystkich Świętych, i wyznaczył dotację plebańską.

Z czasem przeszły Czyszki na własność Jerzego Strumiły z Dymoszyna, chorążego lwowskiego, który majętność powyższą w 1456 r. darował konwentowi OO. Franciszkanów lwowskich, obok Dominikanów najbardziej gorliwych o rozwój wiary i Kościoła na ziemiach kresowych.

Podlwowska osada była często nawiedzana przez napady tatarskie i wówczas ludność rozbiegała się po okolicznych wioskach. Pozbawiona domów, żywności, inwentarza, szukała zarobków we Lwowie i po każdym najeździe wracała, by na ruinach nowe dźwigać życie. W czasach nieszczęsnych wojen kozackich kościół uległ ponownemu zniszczeniu, Kozacy i Tatarzy bowiem w r. 1648 zniszczyli doszczętnie trzy wioski OO. Franciszkanów : Czyszki, Hanaczów i Kozielniki. Kościół w Czyszkach ocalał, ale wewnątrz był zupełnie zrujnowany, złupiony i splugawiony. Dotknięta klęską ludność zamożnej wioski, nawiedzona ponadto morową zarazą, która porwała około pięćset ludzi, zubożała i długiego potrzeba było czasu, aby dźwignąć się z klęski i nędzy, w jaką skutkiem tego napadu popadła.

Właściciele odbudowali z wewnątrz kościół, zaopatrzyli go w sprzęty i odnowili ognisko parafji, nawiedzonej tak srodze przez nieprzyjaciół.

Przetrwały Czyszki czasy wielu najazdów groźnych, służąc wiernie obroną swych zagród i tworząc dzielnym swym stanowiskiem ochronę Lwowa od wschodniej ściany tak, jak Lwów był ochroną i zasłoną Polski, ona zaś zachodniej Europy i jej cywilizacji.

Po pierwszym rozbiorze Polski komisja katastralna opisała wieś w r. 1787 . Akt ten mówi, iż wieś Czyszki ponad pola Czyżykowa od linii północnej, czyli od rzeki podberezieckiej do drogi publicznej czyżykowskiej przy łące ogrodu i obszaru dominium ma kopców 7, stąd na zachód kopiec jeden aż do końca obszaru pańskiego w tejże granicy wschodniej, rachując trzy kopce.

I w podobny sposób określone były granice Czyszek od trzech innych stron.

W Czyszkach mówi ludność poprawnym językiem i tylko po polsku, — pod względem narodowym jest dostatecznie uświadomiona, przy czym niemałą rolę spełniła tu czytelnia T[towarzystwa] S[zkoły] L[udowej]. Pod względem materjalnym mieli się mieszkańcy Czyszek przed wojną dobrze, mimo znacznego już rozdrobnienia roli. Fabryka tytoniu w sąsiednich Winnikach zatrudniała sporo ludzi, a kto nie znalazł pracy w fabryce, lub nie miał
gospodarstwa rolnego, terminował we Lwowie i powracał do rodzinnej wsi, jako dobrze wyszkolony rzemieślnik. Przeciętnie gospodarstwo rolne obejmuje sześć do dwunastu morgów ziemi, wyjątkowo niektórzy gospodarze posiadają więcej. Pewne dochody czerpie ludność z dobrze utrzymanych sadów. Starsi i młodsi gospodarze oddają się z zamiłowaniem pasiecznictwu.

Lud miejscowy przywiązany jest do swej wiary i obrządku, jest głęboko religijny i szczerze pobożny. O miłej z wyglądu zarówno zewnętrznego, jak wewnętrznego wsi Czyszki napisał książkę znakomity historyk Dr Antoni Prochaska.

Paweł Glugla, 04.03.17 r.

Bibliografia
Z dziejów wsi podlwowskich, „Nasza Praca: tygodnik wydawany przez Zarząd Główny TSL we Lwowie”, R. 1:1936, nr 3, s. 4.

W 100. rocznicę przewrotu bolszewickiego

W 2017 roku przypada 100. rocznica tzw. „rewolucji bolszewickiej”, która pochowała w zalążku plany stworzenia państw demokratycznych na terenie największego obszaru zaboru rosyjskiego.

Kontynuujemy publikować dokumenty z gazet, wydawanych w drugiej połowie lat 20. XX wieku o bolszewickich represjach wobec kościoła katolickiego.

Kapłani - ofiary  bolszewików

W szpitalu w Winnicy zmarł w styczniu b.r. [1929] ks. Antoni Dołęga - Kelus, proboszcz w Gniewaniu, były wikariusz kijowski, przeżywszy lat 55. Zmarły wskutek prześladowań bolszewickich dostał obłędu i w ciężkich warunkach dokończył męczeńskiego żywota. W tym samym mniej więcej czasie zmarł ks. Wincenty Rubikas, przeżywszy lat 59, długoletni proboszcz w Pulinach, diecezji żytomierskiej. Był to kapłan wielkiej gorliwości i nieustraszonej odwagi.

Mimo prześladowań i ustawicznych represji, do ostatniej chwili wytrwał na stanowisku, w ten sposób manifestując swoje przywiązanie do Kościoła i miłość do oddanego pod swoją pieczę ludu. Najstraszniejszym więzieniem w Rosji sowieckiej jest tak zwany „Obóz koncentracyjny dla więźniów politycznych", znajdujący się nad Północnym morzem, na wyspach Sołowieckich. W „obozie” sołowieckim odsiaduje „karę” sporo tak zwanych „białogwardzistów”, oraz pewna ilość księży katolickich. Prawie wszyscy więźniowie są zakuci w kajdany. Cele są przeważnie piwnicami więziennymi, z małemi otworami zamiast okien, a często i bez nich. Z księży katolickich, uwięzionych tam bez żadnego wyroku sądowego, znajdują się: Zieliński, Sokołowski, Fiedorowicz, Sławiński, Krawczuk, A. Wasilewski, J. Trojga, M. Szawdinis i P. Chomiczi.

Nowe gwałty antyreligijne


Zaznacza się nowa fala gwałtów antyreligijnych. Obecnie akcja antyreligijna została wymierzona przeciw gmachom, przeznaczonym na cele kultu religijnego.

Dziesięć cerkwi w Petersburgu skazano na rozbiórkę. Ma być również zamknięty i oddany na cele partyjne kościół katolicki przy ul. Kiryłłowskiej, przy którym znajdowały się zakłady dobroczynne Ks. Małeckiego; kościół katolicki w Peterhofie ma ulec zburzeniu lub przebudowie na inne cele. O tym wszystkim donoszą gazety bolszewickie: Krasnaja gazieta i Prawdaii.

Związek bezbożników w Moskwie


Ohydne pastwienie się w Rosji nad religią nie ustaje. Przy związku „bezbożników” w Moskwie stworzyli bolszewicy teatr, który będzie wystawiał jedynie sztuki antyreligijne. Na czele teatru stoi niejaki Braiłowski, żyd. Równocześnie otwarty został antyreligijny uniwersytet, na którym wykładane są zasady ateizmu oraz doktryny z nim związane. Podobne uniwersytety, na wzór moskiewskiego, utworzone będą i  innych miastach. Kierownicze stanowiska są w ręku żydów, dlatego zazwyczaj judaizmu się nie zwalcza. Warunki duchowieństwa są tak straszne, jak w żadnym okresie najdzikszych prześladowań.

„Być księdzem w Rosji sowieckiej to to samo, co z góry skazać się na męczarnie” - pisze G. Goyau w gazecie Figaro. Wszystkich środków się używa, żeby życie mu uczynić niemożliwym. Do wszystkich metod, używanych niegdyś przez rządy carskie, dodane zostały wyrafinowane sposoby dzikości, przewrotności i cynizmu żydowskiego. Mimo to nie brak kandydatów do stanu kapłańskiego, ale wśród nich w pierwszej chwili trudno odróżnić ludzi z powołaniem Bożym od tych, których nadstawia „czeka”, by jej służyli. I na to się odważa przewrotność moskiewska! W tych mrokach bolesnych błyszczą jednakże jasne promienie wiary i miłości chrześcijańskiej. Takim świetlanym promykiem bohaterstwa religijnego jest np. list, jaki niedawno Biskup Sloskan napisał do swoich rodziców: „Doświadczenie więzienia są największymi i najwspanialszymi z moich przeżyć wewnętrznych, chociaż bolesną jest niemożność składania bezkrwawej Ofiary. Nigdy nie otrzymałem tylu łask, jak w tych miesiącach cierpienia. Módlcie się za mnie, ale nie płaczcie. Nauczyłem się teraz kochać wszystkich ludzi, bez żadnego wyjątku, także i tych, którzy, zdawałoby się, nie zasługują na miłość... Ci są najbiedniejsi ze wszystkich”.

Prześladowania na tle religii do tego stopnia zdeprawowały społeczeństwo rosyjskie, że wzajemne zaufanie znikło zupełnie. Jedni drugich się obawiają i podejrzewają o szpiegostwo nawet w rodzinach. Na tem tle stał się taki wypadek: pewnemu urzędnikowi urodził się syn. Matka urzędnika w obawie, że syn, urzędnik, nie da ochrzcić syna, sprowadziła po kryjomu popa i ochrzciła wnuka; wkrótce to samo uczyniła matka, a wreszcie i sam ojciec dziecka. Podejrzewając się wzajemnie, trzy razy ochrzcili chłopca.

Bolszewickie dekrety

Nowy dekret władz bolszewickich zarządza, że duchowny może spełniać funkcje tylko w jednym i tym samem miejscu stale. Uniemożliwia to odprawianie nabożeństw na sposób misyjny - po domach prywatnych, a nawet obsługiwanie chorych po mieszkaniach. Toż samo zarządzenie nakazuje, aby kościoły prowadziły rejestrację osób, uczęszczających na nabożeństwa, każdy bowiem może chodzić tylko do tej świątyni, w której jest zapisany. Oczywista rzecz, że to zarządzenie stwarza nową trudność w pasterzowaniu i wykonywaniu praktyk religijnych.

Duchowni ofiarami komunistów

Elenchus cleri et ecclesiarum archid. mohylowskiej na rok 1929 wykazuje w Rosji 79 księży obrz. łac., przebywających pod rządami bolszewickimi, z tych 24 jest w rozmaitych więzieniach bolszewickich.

Na wyspach Sołowieckich w najcięższych, wprost nieludzkich warunkach, przebywa 10. Nadto 17 księży obrz. łac. jest również w więzieniach z rozmaitych innych diecezyj. W więzieniach również pozostaje 6 księży obrz. wschodniego.

W ciągu roku 1928 męczeńską śmiercią zakończyli życie ks. Józef Biełohołowy, b. profesor  Akademii duchownej w Petersburgu i dziekan mohylowski, oraz Dominik Iwanow. Już od dawna pisma bolszewickie prowadzą przeciwko ks. Śliwowskiemu, katolickiemu Biskupowi na Wschodzie zażartą kampanię. Ostatnio przyłączyła się też Trybuna Radziecka, pismo polskie, które, wykorzystując ogłoszenie w Monitorze (całkiem niepotrzebnie ogłoszone) udekorowanie go orderem Polski Odrodzonej, argumentami, poczerpniętemi z najbardziej czarnosecinnych czasów, całkiem zdyskredytowało osobę Biskupa w oczach bolszewików.

Aresztowanie ks. prał. K. Naskręckiego

W ostatnich dniach w Kijowie został aresztowany wikariusz generalny diecezji żytomierskiej, ks. prałat Kazimierz Naskręcki. Ks. prał. Naskręcki znany był na całych kresach, jako kapłan wielkiej świątobliwości i wybitny mówca kościelny. W życiu politycznym nie brał najmniejszego udziału.

Katolicka ziemia mińska

We wzroście ruchu religijnego w Rosji sowieckiej przodują ziemie, gdzie Kościół katolicki posiada silniejsze wpływy. Szczególnie ma to miejsce w ziemi mińskiej. Mimo kolosalnej propagandy prasy bolszewickiej przeciw religii, słyszy się stale narzekania o jej bezskuteczności. Ostatnio ziemia mińska wykazuje, że wpływy antyreligijne są tam minimalne. Prasę bolszewicką, rosyjską i polską, doprowadza to do wściekłości. Rzymski korespondent New-York Heralda telegrafuje do swego pisma, że Watykan jest bardzo zatroskany z powodu ostrej kampanii przeciwko katolikom w Rosji sowieckiej. Po odrzuceniu przez Watykan propozycji rokowań z Moskwą w sprawie zawarcia konkordatu, represje wobec przebywających w Rosji katolików wzmogły się do tego stopnia, że Watykan nie jest w stanie okazać pomocy katolickiemu duchowieństwu w Rosji nie może występować przeciwko dokonywanym tam wywłaszczaniom kościołów, które, według doniesień, zostały skazane na zamknięcie.

Kłamstwa prasy socjalistycznej w Rosji

Nowa orgia antyreligijna w pożeranej przez nędzę, brudy i zbrodnię zsocjalizowanej Rosji wymierzyła ostrze przeciwko Kościołowi katolickiemu. Prasa socjalistyczna, stale posługująca się fałszem, ustawicznie nawołuje rząd do zamykania kościołów katolickich. Powody do zamykania te same, co za carskiej Rosji — rzekoma antyrządowa propaganda. Pastwienie się nad duchowieństwem dochodzi do takiego stopnia bydlęcej dzikości, jakiego nie notowano w najbardziej barbarzyńskich czasach. I świat cywilizowany patrzy na to obojętnie. Katolicy całego świata powinni się zorganizować w celu obrony swych braci na razie chociażby modlitwą.

Oszczerstwa i kłamstwa komunistów

Prześladowanie religii w Rosji nie ustaje. Socjalizm, który tam doszedł do władzy, pokazał, czym jest. Nie tylko ogół katolicki, ale także jednostki a szczególniej, księża okupują swoją wierność wobec Kościoła Chrystusowego, równą wierności męczenników, niewypowiedzianymi cierpieniami. Nienawiść i podstępna pogarda sowietów wobec religii ujawniają się także na łamach prasy, która w związku z pewnymi wydarzeniami lub uroczystościami religijnymi poza obrębem Rosji, rozpowszechnia niezliczone oszczerstwa. 1 tak np. pogrzeb kardynała Dubois został przez nią przedstawiony, jako manifestacja militaryzmu, a z okazji porozumienia Stolicy Apostolskiej z Włochami napisano paszkwil.
Po otwarciu seminarium rosyjskiego w Rzymie dzienniki sowieckie napisały, że jest to instytut dawnych oficerów carskich, i rozwiodły się o poświęceniu, dokonanym jakoby przez Papieża, i jego mowie, których wcale nie było...

Paweł Glugla na podstawie informacji „Wiadomości Archidiecezjalne Wileńskie”, 02.03.17 r.

Uroczystość świętych Cyryla i Metodego w Czerniowcach w 1885 r.

Czerniowce. Aktualne zdjęcie. Źródło: http://mik-vorontsov.narod.ruŚwięci Cyryl i Metody to patronowie Europy. Święty Cyryl, właściwie Konstantyn, cs. Rawnoapostolnyj Kiriłł, uczitiel Słowienskij (ur. ok. 827 w Tesalonikach, zm. 14 lutego 869) i Święty Metody, właśc. Michał, cs. Rawnoapostolnyj Miefodij, uczitiel Słowienskij (ur. ok. 815, zm. 6 kwietnia 885), Bracia Sołuńscy, misjonarze. Prowadzili w IX wieku misje chrystianizacyjne, m.in. na ziemiach zamieszkanych przez Słowian. Twórcy rytu słowiańskiego, święci Kościoła katolickiego i prawosławnego nazywani apostołami Słowian (gr. Άγιοι Κύριλλος και Μεθόδιος ιεραπόστολοι των Σλάβων) i apostołami Bułgarii.

Stąd też końcem XIX wieku, odbyła się w Czerniowcach uroczystość śś. Cyryla i Metodego. W czerniowieckiej „Gazecie Polskiej” z 1885 r. czytamy:

„W poniedziałek, 8. b.m. [czerwca 1885] o godzinie 9 z rana część publiczności udała się do kościoła rzymsko-kat., gdzie była obecną na wotywie, którą właśnie odprawiał ks. prałat dr Kórnicki w asystencji dwóch księży. Wśród zebranej tu garstki widzieliśmy Polaków z patriarchą duchowym naszego tutejszego społeczeństwa, p. Aleksandrem Morgenbesserem na czele, dalej deputację Rusinów i Czechów.

O godzinie 10 rozpoczął się prawdziwie wzniosły i uroczysty obchód kościelny w cerkwi  grecko-katolickiej. Wnętrze świątyni, oświeconej rzęsistym światłem, zapełniła po brzegi publiczność wszystkich trzech narodowości. Byli tam członkowie komitetu, reprezentanci ruskich i polskich Towarzystw, urzędnicy, mieszczanie słowiańska młodzież szkolna i lud wiejski, a ławkach cały bukiet patriotycznych Polek i Rusinek.

Sędziwy i biały, jak gołąb, ks. prałat Florian Mitulski, w infule i z pastorałem ukazał się u ołtarza i w asystencji ks. Kasprowicza i Simonowicza odprawił mszę solenną według obrządku ormiańskiego. W czasie nabożeństwa śpiewał chór ruskiego bractwa cerkiewnego pod umiejętnym kierownictwem p. Góreckiego. Po tym nabożeństwie nastąpiło drugie, według obrządku greckokatolickiego. Celebrował ks. kanonik Kostecki w towarzystwie ks. Matkowskiego i ks. Łobody, oraz miejscowych kapłanów: Ogonowskiego i Simonowicza. Cały wschodni przepych ruskiej liturgji dodawał uroczystości tym podnioślejszej cechy i czynił głębokie wrażenie. Gdy celebrant przy końcu zaintonował „Myr wsim słowiańskim bratam”, a chór zagrzmiał pieśnią „Mnohaja lita”, mimo woli myśl nasza biegła w dawne czasy lepszej zgody, trwalszej jedności i miłości gorętszej...

W katedrze orientalnej nabożeństwa nie było z powodu zakazu ze strony dotyczącego metropolity (!).

Wieczorem tegoż dnia odbył się obchód w teatrze. Na zaproszenia rozesłane przez Komitet przybyło wiele osób z rozmaitych miejscowości kraju i ze wschodniej Galicji, przeważnie Polaków. Widzieliśmy rodaków z Waszkowiec, Komania, Kossowa, Śniatyna, Zabłotowa i. in. oraz Rusinów z Buskiego Baniłowa (ks. Monastyrski, ks. Charyzowicz), z Kabeny (ks. Barbir) z Kocmania (p. Nikitowicz z deputacją wieśniaków), z Suchowerchowa (ks. Żałkowski) i innych.

Z kilku stron Bukowiny ci, co osobiście przybyć nie mogli, nadesłali w dowód swej solidarności w obchodzie należytość za loże i krzesła.

O godzinie 8 amfiteatr zapełnił się gośćmi, a widzieliśmy tam wszystkich patriotów polskich, ruskich i czeskich, reprezentantów polskiej, p. Aleksandra Morgenbessera, dr. Jana  Dylewskiego, dr. Wojciecha Kasprzyckiego i bardzo wielu innych; członków wszystkich ruskich Towarzystw, grono Czechów, liczny zastęp rzemieślników, duchowieństwo ormiańskie (ks. prałat Mitulski i ks. Kasprowicz), duchowieństwo ruskie miejscowe (ks. kanonik Kostecki z miejscowym klerem) redakcje pism miejscowych, ruskich profesorów wszechnicy, nadzwyczaj licznie zastąpioną płeć piękną, kupców, urzędników kilku obywateli wiejskich i w. i. Galerię przeznaczył komitet dla ludu wiejskiego, który ją też szczelnie zapełnił. U wstępu do sali straż honorową pełnili akademicy z polskiego „Ogniska” i ruskiego „Sojuza”. Scena wyglądała, jak żywy las krzewów i egzotycznych kwiatów, wśród których jaśniały godła i chorągwie bratnich narodów. Po jednej stronie, na amarantowej tarczy biały nasz jagielloński orzeł rozwijał skrzydła pośród skrzyżowanych chorągwi Polski i Rusi, dalej ruski sztandar potrącał szelestem o czeskiego lwa, który groźnie spoglądał na zachód, jakby gotów do obrony przed wspólnym wrogiem rodziny...

Produkcyj nie będziemy opisywali szczegółowo, gdyż etyczną, a nie artystyczną stronę obchodu mamy przede wszystkim na względzie, jakkolwiek i ta ostatnia nic nie pozostawiała do życzenia. Odczyt p. Michała Koralewicza streścił bardzo dobrze życie i działalność apostołów słowiańskich, ich pobyt w Rzymie, nieudałe oszczerstwa wrogów, aprobatę udzieloną ich nauce przez stolicę św. i w końcu wpływ ich na oświatę Słowian. Prelegent zakończył słowami gorącego życzenia, by ta zgoda i jedność, jaką w ciągu 10 ubiegłych wieków utracili bracia słowiańscy, powróciła na nowo dla dobicia się lepszej przyszłości. Nastąpiły śpiewy i deklamacje, na przemian ruskie, polskie i czeskie.

Kulminacyjnym  punktem był końcowy obraz z żywych osób, wyobrażający przejrzyste postacie śś. Cyryla i Metodego, u stóp obrazu po dwóch stronach siedziały dwie kraśne ruskie mołodyco, nieco zaś niżej dwie hoże krakowianki, które ujęły za ręce młodziuchną ruską siostrzyczkę. Po lewej stronie obrazu ustawiła się „sieczna”, Czeszka w narodowym kostiumie z pewną siebie minką, a obok niej gibki góral ruski i dziarski krakus w kerezji i rogatywce z nieodstępnem pawiem piórkiem. Po drugiej stronie Czech, Rusin i Mazur uzupełniali całość.

Na malowniczą grupę rzucono blask bengalskich ogni, a ustawiony na czele sceny chór zanucił poważny i pełen podniosłych motywów hymn do śś. Cyryla i Metodego, napisany umyślnie na tę uroczystość przez Daniła Młakę z muzyką ks. J. Worobkiewicza. Widok tego obrazu miłości i zgody, dźwięk słów i tony potężnego hymnu wywołały ogromne wrażenie: serca obecnych głośniej uderzały i zgodniej, niż zwykle,— dłoń szukała bratniej ręki, — w duszy rzewna jakaś radość i zarazem smętne wspomnienia krzyżowały się wzajemnie.. Patrząc na ten żywy, a piękny obraz przeszłości, przeżyliśmy zaprawdę według słów Adama „tak jedną chwilę, jak przodkowie niegdyś całe życie”...

I dzisiaj przydaliby się tacy święci, aby przeorali cała Europę radłem wiary. Bo neopogaństwo szerzy się w zastraszającym tempie.

Paweł Glugla, 28.02.17 r.

Bibliografia: H. Fros SJ, F. Sowa, Księga imion i świętych. T. 1: A-C. Kraków: WAM, Księża Jezuici, 1997. „Kurjer Lwowski”, R.3:1885, nr 162, s. 1-2.

Jan Potocki z Pikowa. Ślady wybitnego polskiego podróżnika i pisarza w Łancucie

Jan Potocki urodził się w 1761 r. w Pikowie niedaleko Winnicy, zmarł tuż obok w pobliskiej Uładówce w 1815 r. Ciekawostką jest to, że całe swoje życie Potocki z Podola spędził poza ojczyzną.

Po wyjeździe z Podola mieszkał w Paryżu, Lozannie, Genewie, podróżował po  Wschodzie  – Turcji i Egiptu, walczył z Piratami na Morzu Egejskim.

W roku 1783 Jan Potocki poślubił Julię Lubomirską, uważaną wówczas za jedną z najpiękniejszych Polek, marszałkównę wielką koronną, dziedziczkę Łańcuta. Ślady Jana Potockiego w zamku w Łancucie są widoczne na każdym kroku.

27 lutego winnicka delegacja, która przebywała w Sędziszowie na zaproszenie miejscowych władz skorzystała z zaproszenia by odwiedzić miejsce, gdzie bywał często ich słynny rodak - pisarz, podróżnik, polityk, badacz dziejów.
Jako pierwszy przedstawiciel łańcuckiej linii rodu Potockich otworzył nową kartę w historii tutejszej rezydencji na trwałe wpisując się swą osobą i dokonaniami w dzieje Łańcuta.

Proponujemy obejrzeć galerię zdjęć z wycieczki po zamku i jego okolicach.

Słowo Polskie, 27.02.17 r.

 























Perły ziemi tarnopolskiej

Pałac w okolicach Czerwonogradu. Źródło: https://ua.igotoworld.com Wracając z Nowosiółki do Borszczowa, jedziemy drogą Т-2002 w kierunku Mielnicy Podolskiej. Gdzieś w połowie drogi napotkamy wieś Krywcze, gdzie nad drogą wznoszą się dwie wysokie wieże zamku Konckich.

Ten pałac został wybudowany w 1639 roku (wg innych danych w 1650). Twierdza nie poddała się ani Kozakom w roku 1648, ani przed Turkami w 1672. Osmanie jednak zdobyli ją na czele z samym Mahometem IX, który wracał z Buczacza. Po tym przebywali tutaj Lipkowie – tak zwani „polscy Tatarzy”. Znowu przeszli na stronę Turków, ich przywódcą zaś był renegat Aleksander Kryczyński. Po odbiciu zamku przez Polaków za zdradę Kruczyński trafił na pal.

W latach 1684-1699 twierdza w Krywcze służyła jako baza dla polskich żołnierzy, które trzymały w blokadzie Kamieniec Podolski, a do połowy XIX w. zamieszkała tutaj rodzina Golejewskich, która sprzedała zamek Żydom Sajdmannom. Ostatni rozebrali część murów na gorzelnię. W okresie międzywojennym zamek znalazł się pod opieką Polskiego Stowarzyszenia Turystycznego, które otworzyło w jednej z wież schronisko dla podróżników. Twierdza w Krywcze. Źródło: https://castlesua.jimdo.comJednak po drugiej wojnie światowej ostatecznie rozebrano bramę, ruiny dwóch wież i ściany, które je łączyły. Kamienie wykorzystano na budowę drogi. Po raz ostatni zamek był remontowany w 1990 roku, kiedy to odnowiono dach dwuspadowy jednej z wież oraz część murów. Trochę niżej poziomu zabytku znajduje się kościół katolicki, który przebudowano z zamkowego magazynu prochu.

Krywcze jest znane nie tyle z zamku, ile ze słynnej Kryształowej Jaskini – jednej z największych na Ukrainie. Jest to jedyna naturalna jaskinia na Tarnopolszczyźnie, wyposażona dla grup turystycznych, wewnątrz jest światło, są ścieżki itd.

W Mielnicy Podolskiej skręcimy w lewo, na Kudryńce. Tam na stromej skale nad Zbruczem widnieje jeszcze jeden zamek, najbogatszego w dawne fortyfikacje rejonu borszczowskiego.

Wojewoda ruski Mikołaj Herburt założył tą twierdzę w roku 1615 dla obrony południowych granic Rzeczypospolitej przed Tatarami i Wołochami. Jej moc została sprawdzona przez oddziały Maksyma Krywonosa, i owego egzaminu nie wytrzymała. W czasie kolejnej wyprawy Chmielnickiego do Galicji w pobliżu zamku zatrzymał się krymski chan Islam Girej, i przeciwko niemu oddział Polaków dowodzony przez szlachcica Kłodzińskiego dokonał desperackiego wypadu.

Twierdza postawiona przez Mikołaja Herburta w Kudryńcach. Źródło: https://castlesua.jimdo.comFortyfikacje znowu zdobyte (tym razem przez Turków) w 1672 roku, lecz wkrótce twierdzę odzyskała armia koronna czyniąc ją jeszcze jednym punktem oporu blokady Kamieńca Podolskiego. W XVIII w. rodzina Humeckich przebudowała część pomieszczeń zamkowych na rezydencję, a zatem zabytek był zamieszkały do połowy następnego stulecia. Po tym został sprzedany Żydom Bartfeldom, którzy podobno jak w Krywcze, zaczęli rozbierać mury na materiały budowlane. Ani pierwsza wojna światowa, ani druga na szczęście nie uszkodziły zamku. Co więcej – w okresie międzywojennym stacjonował tutaj polski oddział przygraniczny, który zorganizował w odnowionych pomieszczeniach muzeum krajoznawcze i schronisko turystyczne. Nic dziwnego – widok, który rozlega się z murów zamkowych na strome skały prawego brzegu Zbrucza po prostu może zahipnotyzować podróżnika! Do naszych dni zamek, mimo że w ruinach, przetrwał prawie w całości, poza wschodnią wieżą i murami, rozebranymi jeszcze w XIX w. Co ciekawe, w Tarnopolskim Muzeum Krajoznawczym znajduje się duży fotel z zamku w Kudryńcach.

Z Kudryniec dość kiepską drogą przez Paniowce docieramy do drogi na Kamieniec i dostajemy się rogu obwodu tarnopolskiego, w którym ulokowała się wieś Okopy.

Osada w Okopach pojawiła się tutaj wraz z twierdzą Okopy Świętej Trójcy, którą wybudowali Polacy jako główny punkt blokady pobliskiego Kamieńca Podolskiego i Chocimia, okupowanych przez Turków. Twierdzę według planu architekta Tylmana z Gameren postawiono w 6 tygodni! Stało się to w roku 1692. Jej komendantem został pułkownik Michał Brandt, dowódcą oddziałów kawalerii, które nie dawały spokojnie żyć Turkom, był galicyjski cześnik Jakub Kalinowski. Pieniądze na budowę twierdzy przekazał wielki hetman koronny Stanisław Jabłonowski.

Do wyzwolenia Podola z Turków pozostawało jeszcze siedem lat, i w przeciągu tego całego czasu załoga fortecy wspaniale wykonywała swoje zadanie – łapała kolumny z prowiantem i gromiła oddzielne tureckie odziały, które mieli nieostrożność przemieszczać się tymi terenami. Po Pokoju w Karłowicach 1699 roku fortyfikacja niby straciła znaczenie militarne, lecz w latach Wojny Północnej podtrzymywano ją w należytym stanie, za czasów zaś Konfederacji Barskiej odbyło się tutaj jedno z wydarzeń, które rozsławiło Polaków na całą Europę. Przez 12 tygodni w fortecy bronił się jeden z przewodniczących konfederacji – Kazimierz Pułaski wraz z 320 jej zwolennikami. 8 marca 1769 roku pod murami Okopów Świętej Trójcy znalazło się wojsko generała Lwa Izmaiłowa, składające się 1,8 tysiąca żołnierzy. Po zaciętym szturmie Rosjanie wdarli się za mury. Część konfederatów zdołała się uratować, przepłynąwszy Dniestr, pozostali zaś bohatersko polegli w podpalonym kościele Św. Trójcy, nie życząc się poddawać.

Brama Lwowska w Okopach. Źródło: http://panoramakiev.narod.ruNiebawem forteca ostatecznie straciła swoje znaczenie strategiczne i rząd austriacki częściowo ją rozebrał. Lecz dla Polaków Okopy Świętej Trójcy pozostawały świętym miejscem, a więc kosztem różnych instytucji społecznych dokonano odnowienia twierdzy w 1870 roku, na początku zaś XX w. Mieczysław Dunin-Borkowski odrestaurował ocalałą bramę Kamieniecką i Lwowską, o czym do dziś informują tablice pamiątkowe na nich. Ponadto, znany pisarz Zygmunt Krasiński dedykował Okopom swą „Nie-Boską komedię”.

W czasie pierwszej wojny światowej Rosjanie planowali zbudować tutaj kolej do Borszczowa i zburzyli część wałów, lecz swoich zamiarów nie zrealizowali. Na dzień dzisiejszy ocalały wspomniane bramy, odbudowany w okresie międzywojennym kościół (obecnie znowu przyjmuje wiernych) oraz pozostałości wieży Pułaskiego. Wszystko to znajduje się na wąziutkim przesmyku, utworzonym przez Dniestr i Zbrucz, który kilkaset metrów poniżej wsi wpada do drugiej co do wielkości rzeki Ukrainy.

Nawiasem mówiąc, Okopy są świętym miejscem nie tylko dla Polaków, ale również dla Żydów, gdyż tutaj właśnie w roku 1700 urodził się twórca chasydyzmu Izrael ben Eliezer, znany bardziej jako Baal Szem Tow.

Po raz ostatni drogą Т 0202 jedziemy przez Borszczow na Tłuste. To spory odcinek, który wynosi 79 km. W tym mieście jest kilka ciekawych zabytków, m.in. wspaniały greckokatolicki kościół p.w. Św. Michała, wzniesiony przez architekta Jana Sas-Zubrzyckiego w 1939 roku, przed samą okupacją pierwszych sowietów. Jeżeli udamy się lewą uliczką za świątynie, to na jej końcu możemy zobaczyć jeden z dwu fortów, wybudowanych przez ojca Bogdana, Michała Chmielnickiego w pierwszej połowie XVII w. Zabytek poznaje się z charakterystycznego daszku. Drugiego frontu w skutku późniejszych zmian nie da się rozpoznać.

Z Tłustego kierujemy się na Zaleszczyki i skręcamy na Horodenkę. 5 km dalej skręcamy w prawo. Tutaj pomiędzy wsiami Nahoriany i Nyrków w olbrzymiej kotlinie, utworzonej przez rzekę Dżuryn, na wzgórzu znajduje się najbardziej malowniczy zamek na całej Tarnopolszczyznie – dawny książęcy Czerwonogród. To jedno z najdawniejszych miast Podola, które już nie istnieje. Przypuszcza się, że powstało jeszcze w IX wieku! Nazwę miasto zawdzięcza tutejszym glebom o jaskrawo czerwonym kolorze.

Fortyfikacje miasta książęcego zdobywali najróżniejsi wrogowie – Mongołowie, Wołosi, Tatarzy. Na początku XVII w. Mikołaj i Stanisław Daniłowiczowie wznieśli na miejscu drewnianych ścian murowany zamek o czterech okrągłych wieżach. Jego też zdobyli Kozacy Krzywonosa, w roku zaś 1672 przyszli tutaj Turcy. Według legendy, przekazanej przez Aleksandra Czołowskiego, Osmanie przekopali rzekę Dżuryn, w skutku czego powstał wodospad, i osuszyli stare łożysko, co umożliwiło najeźdźcom podejście do zamku po lądzie i lekkie zdobycie go. Pod koniec tegoż stulecia te tereny kupili Ponińscy.

Około roku 1820 Karol Poniński rozkazał rozebrać dwie ze czterech zamkowych wież i trzy stare skrzydła, zbudowawszy na tym miejscu nowy klasycystyczny pałac. Po kilku latach jego syn Kalikst zarządził demontaż dwóch pozostałych po zamku Daniłowiczów wież. Na ich miejscu wzniósł podobne, lecz o wiele wyższe wieże, ozdobione dekoracyjną attyką oraz strzałkowatymi oknami neogotyckimi. Ponieważ Kalikst Poniński mieszkał przeważnie we Lwowie, w Czerwonogrodzie mieszkała jego matka Helena z Górskich Ponińska, i właśnie za jej czasów majątek zdobył sławę „najlepszej wiejskiej zagrody Podola”. Na rozkaz Heleny dość daleko od pałacu, na zboczu wąwozu wybudowano rodzinne mauzoleum, w którym niebawem postawiono nagrobek słynnego duńskiego rzeźbiarza Thorvaldsena. Na nim Geniusz Śmierci odprowadza w zaświaty zmarłych dzieci Heleny.

Obecnie znajduje się we Lwowskiej Galerii Sztuki, mauzoleum zaś – w ruinie.

Pierwsza światowa wojna mocno zniszczyła posiadłość, a zatem jego ostatniej posiadaczce Marii Eleonorze Lubomirskiej już zabrakło pieniędzy na odbudowę. W lutym 1945 roku żołnierze UPA zabili w murach rezydencji Ponińskich kilkadziesiąt Polaków, którzy spakowali się do wyjazdu do Polski. O tej tragedii przypomina pamiątkowy krzyż.

Po wojnie pałac rozebrano na materiały budowlane – m.in., w Nyrkowie z nich wzniesiono chlew – pozostawiono tylko zniszczone neogotyckie wieże, które obecnie są romantyczną dominantą kotliny Dżuryna. W ich pobliżu z czasów radzieckich stoi obóz pionierski, przed kilkoma laty dołączył również niezgrabny barak klasztoru Ukraińskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego. Tamtejszy jedyny zakonnik, szczerze mówiąc, nieco niespełna rozumu, gdyż lubi powiać fantastyczne historię o olbrzymich piramidach pod pałacem, które niby są centrum energii wszechświata. Niedaleko wież znajduje się ruina dużego kościoła Wniebowzięcia Bogurodzicy, wzniesionego w 1615 roku, i zniszczonego wraz z rezydencją w roku 1945.

Będąc w Czerwonogrodzie, koniecznie trzeba zwiedzić pobliski Dżuryński wodospad, utworzony wg legendy przez Turków. Uważa się go za najwyższy (16 m) równinny wodospad Ukrainy. W pobliżu tryska kilka źródeł wody leczniczej, w sąsiednich zaś lesistych pagórkach kryje się kilka jaskiń.

Dmytro Antoniuk, opracowanie tekstu Irena Rudnicka, 16.02.17 r.

Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego – dbajmy o język polski na całym świecie!

Corocznie, 21 lutego, od prawie 20 lat, obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego.

Świętu temu przyświeca idea promowania używania mowy ojczystej, a w kontekście naszego kraju - kultywowania języka polskiego za granicą. Wspieranie edukacji polonijnej, dbałość o poprawność językową czy popularyzacja dwujęzyczności  - to jego najważniejsze założenia!

Sposobów na promocję języka polskiego w kraju i na świecie jest wiele. Ważne jednak, żeby inicjatywa Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego pokonała granice i dotarła do najdalszych zakątków globu.

Fundacja Edukacji Polonijnej, mająca na celu rozpowszechnianie polskiej edukacji za granicą, po raz kolejny współorganizuje obchody święta i proponuje sposób, który pozwoli zaangażować się w akcję każdemu Polakowi!

https://polakpotrafi.pl/projekt/miedzynarodowy-dzien-jezyka-ojczystego

Na portalu PolakPotrafi ruszył projekt Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego. Tym razem, aby promować ideę dbałości o piękno języka polskiego do realizacji zostały postawione trzy główne zadania:

1) Stworzenie filmu promocyjnego, podkreślającego wagę znajomości języka ojczystego i  pokazującego, jak ważne jest inwestowanie w jego naukę.
2) Konkurs dla najmłodszych Polaków, zachęcający do zaprezentowania swoich umiejętności w zakresie znajomości języka polskiego i polskiej literatury.
3) Promocja Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego w całym kraju oraz na świecie wśród Polonii, aby dotrzeć z informacją do każdego użytkownika naszego pięknego języka.

Każda osoba może wesprzeć i udostępnić projekt, przyczyniając się tym samym do rozprzestrzeniania się idei dbałości o język Ojczysty w kraju i na świecie. Co ważne, KAŻDA inicjatywa będzie nagradzana. Nagrody wybiera się indywidualnie!

Projekt promując język polski na świecie, promuje także wszystkich darczyńców, od pojedynczych osób, po organizacje i firmy. W zeszłym roku akcja dotarła do ponad 40 tys. osób. W tym roku to Ty lub Twoja firma możecie wyróżnić się, promując polską edukację!

Zebrane fundusze to kolejna cegiełka do  popularyzacji języka Ojczystego.

Pokaż, że warto inwestować w język polski!

https://polakpotrafi.pl/projekt/miedzynarodowy-dzien-jezyka-ojczystego

Notatka przygotowana przez:

Sonia Horonziak
tel. +48 12 291 91 45
This e-mail address is being protected from spambots. You need JavaScript enabled to view it
www.polonia.edu.pl
facebook.com/FundacjaEdukacjiPolonijnej

Słowo Polskie, 02.02.17 r.

Polska, której już nie ma

Wystawa „Rzeczpospolita utracona” Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN w Warszawie rozpoczęła wędrówkę po Winnickim Okręgu Konsularnym.

Ekspozycja, prezentowana w Czerniowieckim Obwodowym Muzeum Sztuki, jest podróżą po Rzeczypospolitej, której już nie ma. Zniknęła bezpowrotnie, nie w wyniku normalnego rozwoju cywilizacyjnego i naturalnych procesów społecznych, ale na skutek kataklizmu, jaki stał się udziałem po 1939 r. Tematy poruszane w wystawie są bardzo popularne dziś na Ukrainie – historia zagłady dwóch zbrodniczych reżimów – komunizmu i nazizmu, popełnionej na Żydach, Polakach, Romach, Ukraińcach i przedstawicielach innych narodowości oraz grup społecznych.

W uroczystym wernisażu wystawy wzięli udział Konsul Generalny RP w Winnicy T. Olejniczak, Konsul Generalna Rumunii w Czerniowcach E. Moldovan, przedstawiciele władz miejscowych oraz reprezentanci społeczności polskiej zamieszkującej Bukowinę.

W wydarzeniu wziął również udział proboszcz czerniowieckiej bazyliki mniejszej A. Szpak. Otwarcie ekspozycji zgromadziło również studentów, przedstawicieli organizacji pozarządowych, było szeroko relacjonowane w lokalnych mediach. Wystawa będzie prezentowana w Czerniowcach do końca stycznia.

Słowo Polskie, zdjecia: K. Witruk, 27.01.17 r.

 



Zwycięstwa i porażki powstańców styczniowych na Podolu i Wołyniu

Kosynierzy w Będzinie. Rekonstrukcja historycznaDo wybuchu powstania na południowym wschodzie zaboru rosyjskiego doszło kilka miesięcy później niż w Kongresówce. Tymczasowy Rząd w Warszawie zwrócił się do komitetu Rusi z wymogiem podnieść sztandary powstańcze także na Ukrainie. Termin rozpoczęcia walk zaplanowano na maj 1863 r. Liczono, że podolskie, wołyńskie i kijowskie oddziały wesprą powstańcy z zaboru austriackiego pod wodzą generała Wysockiego.

Najtrudniej zwołać szlachtę pod hasłem zwolnienia kraju od zaborcy było na Kijowszczyźnie, gdzie Polacy stanowili niewielki odsetek wśród ukraińskiego chłopstwa. Chyba jednym z największych błędów taktycznych przywódców powstania na Rusi była wiara w poparcie dla powstania ze strony ukraińskich chłopów. Specjalnie w tym celu ogłaszano manifest powstańczy „Złotą hramotą”, wydrukowany złotymi czcionkami.

Manifest w języku ukraińskim obiecał chłopom wolności i prawa obywatelskie, swobodę religii oraz przekazanie im na własność uprawianej przez nich ziemi bez odszkodowania (uwłaszczenie). Niestety nastroje chłopów były całkowicie odmienne. Znaczny wpływ na ich zachowanie w rewolucyjnej sytuacji miały rosyjscy urzędników i duchowieństwo prawosławne, którzy twierdzili iż celem powstania było odebranie chłopom praw i korzyści danych lub obiecanych im przez cara. Carskie władze nawet tworzyły we wsiach straże włościańskie, które miały na celu chwytać powstańców. W zwalczanie insurgentów zaangażowano kilkadziesiąt tysięcy chłopów.

Rekrutacja Polaków do oddziałów powstańców też nie przebiegała tak sprawnie, jakby tego chcieli ich przywódcy. Część osób ujętych w ewidencji organizacyjnej nie stawiła się do walki, znaczną część wpisano do kilku oddziałów naraz. Jeden z setników w powiecie żytomierskim na miejscu koncentracji swojego oddziału nie spotkał żadnej osoby, jego ludzie byli bowiem równocześnie przypisani do innych partii.

W województwie kijowskim przewidywana liczba powstańców zebrała się tylko w samym Kijowie i okolicach w innych powiatach zgłosiło się mniej niż połowa.

Krótki okres swobody

Oddziały powstańcze miały skoncentrować się we wszystkich powiatach województw ukraińskich i rozpocząć walkę w nocy z 8 na 9 maja 1863 r. Wobec odmowy przystąpienia do niej komitetu powstańczego na Podolu, powstanie wybuchło jedynie w dwóch pozostałych województwach (kijowskim i wołyńskim). W kijowskim większość oddziałów została rozbita w ciągu dwóch dni, nieliczne przetrwały około tygodnia. W Borodziance (na północny zachód od Kijowa) przeszło stuosobowa partia Romualda Olszańskiego została otoczona i mimo rozpaczliwego oporu, w części spalona żywcem w zabudowaniach tej wsi, w części wzięta do niewoli rosyjskiej.

Dwa oddziały, które wystąpiły w powiecie wasilkowskim, następnego dnia wymordowali chłopi. Więcej szczęścia mieli powstańcy w powiecie taraszczańskim, dowodzeni przez Adama Zielińskiego, pseudonim Wola. Otoczeni przez chłopów do których strzelać nie chcieli, złożyli broń i zostali wydani żołnierzom rosyjskim, ci zaś powiedli ich do twierdzy kijowskiej.

W powiecie berdyczowskim dowództwo nad oddziałem powstańczym objął blisko 70-letni Platon Krzyżanowski. Pochodził on ze szlachty wyznania prawosławnego, jego ojciec był wicegubernatorem podolskim, a on sam oficerem rosyjskim, lecz później - w czasie powstania listopadowego - służył w wojsku polskim. Po kilku drobnych utarczkach z Rosjanami skierował się w stronę Lipowca. Bardziej naturalne byłoby połączenie się z powstańcami wołyńskimi, do czego jednak nie doszło, co według Tadeusza Bobrowskiego było spowodowane „chyba panującą wówczas manią zakreślenia krwią granic”. Po drodze do Lipowca zajęto stację pocztową, dozorowaną przez niejakiego Taxa, którego podejrzewano o lustrowanie korespondencji. Powołany naprędce sąd doraźny skazał tegoż urzędnika na powieszenie, co też zaraz wykonano.

Wobec ciężkiej choroby Krzyżanowskiego, który po egzekucji Taxa wrócił do domu, skąd natychmiast zadenuncjowany przez włościan został wywieziony do Kijowa, dowództwo oddziału objął Antoni Trypolski. I on był uczestnikiem powstania listopadowego, lecz - jak twierdził znający go Bobrowski, nie znał się na sprawie wojskowej. Wbrew tej opinii Trypolski stawił Rosjanom twardy opór pod Malinkami, jednak uległ przewadze wroga. Resztki oddziału berdyczowskiego rozbili chłopi pod wsią Pohrebyszcze, pastwiąc się nad zwłokami poległych tak, że rodziny później nie mogły ich rozpoznać.

Polskie szańce na Wołyniu

W województwie wołyńskim sytuacja była nieco korzystniejsza - odsetek Polaków większy, więc siły organizacji bardziej rozbudowane, co przy mniejszej wrogości chłopstwa niż w województwie kijowskim dawało pewną szansę prowadzenia dłuższej walki. Tutaj miały wkroczyć z Galicji oddziały gen. Józefa Wysockiego. Głównym ośrodkiem powstania okazał się powiat żytomierski, gdzie dowództwo objął Chranicki. On nie miał złudzeń co do szans walki. W lutym 1863 r. mówił przywódcom powstania w Warszawie, że kraj nie był do niego przygotowany, „że ledwie kilkanaście tysięcy obrońców znajdzie się, którzy tylko powiększą liczbę ofiar”. Mimo to, powodowany obowiązkiem, przyjął dowództwo od początku trudne, gdyż trzech na pięciu setników organizacji oświadczyło, że do powstania nie pójdzie, wymawiając się względem na swoje i żony zdrowie, a z 600 spodziewanych ludzi stawiło się 119, uzbrojonych w 40 fuzji, osiem pistoletów, 25 toporów i dwie kosy.

W Romanowie Chranicki odczytał chłopom „Złotą hramotę”. Jak wspominał, słuchali dość przychylnie, pewien staruszek dodał nawet pochlebnie, że najlepiej żyło im się za polskiego króla. Nie chcieli jednak sprzedać żywności i przyłączyć się do powstania, z dobroduszną szczerością przyznając, że obawiają się zemsty moskiewskiej.

Połączywszy się z trzema innymi oddziałami, co dało Chranickiemu około 380 ludzi, z czego stu bez żadnej broni z pieśnią na ustach „Z dymem pożarów” postępowali na Miropol, na spotkanie z Edmundem Różyckim.

Po nierozstrzygniętym boju pod tą miejscowością powstańcy przeszli Słucz, lecz ludzi zostało już tylko 260, z czego większość dostała się do niewoli lub uciekła (13 było zabitych lub rannych), utracono też prawie setkę karabinów.

Oddział miał teraz ledwie 72 sztuki broni palnej, reszta była uzbrojona w kosy, lance i pałasze, ponad setka była bez broni. Jak stwierdzał dowódca, stan oddziału był opłakany. Przyczynę tego widział w tym, że powstańcy - urzędnicy i mieszczanie - chociaż gotowi byli do poświęceń, to przyzwyczajeni do siedzenia za biurkiem nie przewidywali nawet jakie trudy na nich czekają.

22 maja 1863 r. Chranicki połączył się w rejonie Połonnego z oddziałem Władysława Ciechońskiego o podobnej liczebności, co zwiększyło siły powstańcze do 480 ludzi. Wkrótce nadciągnęło wojsko rosyjskie, wspierane przez chłopów. Po kilkugodzinnym zażartym boju, kiedy polegli kapelan oddziału ks. Tarkowski i dowódca kosynierów Kraszewski, szeregi polskie się zachwiały, lecz Chranicki i Ciechoński osobistą odwagą i przytomnością umysłu zdołali skupić wokół siebie znaczną gromadę ludzi i wyprowadzić z pogromu. Bój ten jednak, okupiony stratą przeszło 130 ludzi, zakończył powstanie żytomierskie.

Najbardziej waleczny oddział na Rusi

- Oddział Różyckiego był jeden z najlepszych w całej wówczas walczącej Polsce. Składał się z samej inteligencji, z młodzieży rozumiejącej bardzo dobrze, o co się bije, kochającej ojczyznę, pełnej zapału i poświęcenia; była to szlachta ukraińska, która raz schwyciwszy za kord, umie zwyciężać lub zginąć - pisał z podziwem Jan A. Chranicki o oddziale, z którym nie było mu dane połączyć swoich sił.

Wołyński pułk kawalerii został zorganizowany przez Edmunda Różyckiego 9 maja 1863 r. na uroczysku Pustocha pod Lubarem. Kontynuował on tradycję zapoczątkowaną przez ojca, gen. Karola Różyckiego, który podobny pułk sformował w czasie powstania listopadowego. Edmund, jako chłopiec wcielony pod przymusem do kadetów carskich nie poddał się rosyjskiej propagandzie.

Na czele swojej kawalerii zajął Lubar, Połonne i Miropol, wszędzie odczytując chłopom „Złotą hramotę”. Pod ostatnią z miejscowości pobił usiłujących go powstrzymać Rosjan. Następnie, wymykając się przeważającym wojskom zaborcy, skierował się ku granicy austriackiej, licząc na nadejście wyprawy gen. Wysockiego.

26 maja pod Małą Salichą w powiecie zasławskim Różycki pobił znacznie silniejsze i lepiej uzbrojone oddziały rosyjskie, jednak już następnego dnia jego pułk, przyparty do granicy austriackiej, wobec nieprzybycia Wysockiego, został zmuszony do przejścia w stronę Galicji. Krótka, chociaż znaczona błyskotliwymi sukcesami kampania pułku Różyckiego, należała do największych sukcesów powstania.

Insurekcja uwieńczona represjami

Epizod powstańczy na kresach dawnej Rzeczypospolitej przyniósł poważne represje carskie. Poza rozstrzelaniem kilku dowódców powstańczych, wziętych do niewoli uczestników boju zesłano z twierdzy kijowskiej na Syberię. Szlachta polska tych ziem została obłożona podatkiem liczącym dziesiątą część majątku, a 144 dobra ziemskie zostały skonfiskowane.

Tak wyglądał bilans zaznaczenia krwią granic Polski, co - jak pisał ze smutkiem Tadeusz Bobrowski - było zgubą kraju i rewolucją robioną na korzyść cara Rosji Aleksandra II, „podwójnym szaleństwem, bo najprzód wykazywało obszerność rewindykacji wobec nowych historycznych i politycznych haseł zgoła nieuzasadnionych, następnie musiało wykryć nieodwołalnie sekret naszej słabości liczebnej w obu prowincjach, czego rewolucjoniści widzieć nie chcieli”.

Słowo Polskie na podstawie artykułu Marka Gałęzowskiego, Historia do Rzeczy, 23.01.17 r.

Gazeta "Słowo Polskie" w PDF

2017

Nr 4 (57)

Nr 3 (56)

Nr 2 (55)

Nr 1 (54)

2016

Nr 12 (53)

Nr 11 (52)

Nr 10 (51)

Nr 9 (50)

Nr 8 (49)

Nr 7 (48)

Nr 6 (47)

Nr 5 (46)

Nr 4 (45)

Nr 3 (44)

Nr 2 (43)

Nr 1 (42)

2015

Nr 12 (41)

Nr 11 (40)

Nr 10 (39)

Nr 9 (38)

Nr 8 (37)

Nr 7 (36)

Nr 6 (35)

Nr 5 (34)

Nr 4 (33)

Nr 3 (32)

Nr 2 (31)

Nr 1 (30)

2014

Nr 12 (29)

Nr 11 (28)

Nr 10 (27)

Nr 9 (26)

Nr 8 (25)

Nr 7 (24)

Nr 6 (23)

Nr 5 (22)

Nr 4 (21)

Nr 3 (20)

Nr 2 (19)

Nr 1 (18)

2013

Nr 12 (17)

Nr 11 (16)

Nr 10 (15)

Nr 9 (14)

Nr 8 (13)

Nr 7 (12)

Nr 6 (11)

Nr 5 (10)

Nr 4 (9)

Nr 3 (8)

Nr 2 (7)

Nr 1 (6)

2012

Nr 5 od 23.12.2012 r.

Nr 4 od 26.11.2012 r.

Nr 3 od 26.10.2012 r.

Nr 2 od 25.09.2012 r.

Nr 1 od 25.08.2012 r.

 

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą